"Ludzie wystarczająco szaleni,
by sądzić, że mogą zmienić świat,
są tymi, którzy go zmieniają."
~ Steve Job
~*~
Kiedy otworzyła oczy zauważyła, że nie jest u siebie w
dormitorium lecz znajdowała się w pomieszczeniu pozbawionym kolorów. Blada
ściana, ciemne kafelki, tak, musiała znajdować się w skrzydle szpitalnym.
Pamiętała wszystko, z ostatniego dnia, a raczej nocy. Pamiętała jak Andy
zaprowadził ją w ciemny kąt i chciał zgwałcić, ale James go powstrzymał,
ratując jej życie. No właśnie, James Potter. Nie wiedzieć dlaczego dziewczyna
była mu teraz wdzięczna, i miała już zamiar zmienić zachowanie w stosunku co do
chłopaka z kruczoczarnymi włosami. Nie wiedziała jeszcze jak, może nie będzie
na niego zbyt głośno krzyczeć, albo nie będzie go zbyt dużo bić. Już wie. Po
prostu mu podziękuje i wróci do normalności. Z tą myślą wstała z łóżka
szpitalnego, założyła łapcie i wybiegła przez stare, mosiężne drzwi.
- Panienko Evans! Natychmiast proszę wracać! – młoda
asystentka naszej pielęgniarki, wołała za rudowłosą, ale na marne. – Och, te
kobiety. – mruknęła pod nosem i odstawiła syrop, który przygotowała dla
uciekającej dziewczyny.
*
Biegła do wielkiej Sali, ponieważ pół godziny temu
rozpoczęło się śniadanie i miała nadzieję, że spotka tam swoich przyjaciół,
którzy siedzą na końcu sali. Myliła się. Kiedy tylko zaszła i wpadła do Sali
zdyszana, nie znalazła tam nikogo. Nie było Emily, Janny czy Dorcas, nawet po
huncwotach nie ma znaku. Pewnie jeszcze się nie obudzili po wczorajszych
wygłupach. Lily opuściła wejście i powolnym krokiem zaczęła zmierzać do pokoju
wspólnego, by odnaleźć swoich przyjaciół. Gdy już miała stanąć na pierwszym
stopniu, grupka pustych, plastikowych laleczek, wymownie spojrzała na
dziewczynę. Zablokowały jej drogę i patrzyły na nią z wyższością.
- No, no, no. Kogo my tu mamy? – powiedziała blondynka z
różowymi tipsami.
- Nie mam czasu – machnęła niedbale ręką i chciała je
wyminąć lecz te dalej nie chciały jej przepuścić. – Czego chcesz?
- Nic od ciebie. A właściwie to od twojej przyjaciółki
Dorcas Meadows.
- Czego od niej chcecie?
- Powiedz jej, że jak nie zostawi go w spokoju to nas
popamięta.
- Co? O czym wy mówicie? Jakiego „go” ?
- Ooo, nasza Evansówna nie zna najnowszych wiadomości? A
raczej faktów.
- Co? O czym wy mówicie do cholery. Nie wiem co Dorcas
zrobiła wam, ale to było pewnie nic niewinnego, no chyba, że chciała wam
poważnie dokopać, to ją popieram, a tak to odwalcie się od niej i…- przerwała
swoją wypowiedź jak tylko blond lafirynda podała jej zdjęcie. Zdjęcie, na
którym James i Dorcas się obejmowali. W dormitorium huncwotów. A byli tam sami.
Zbyt blisko siebie, zbyt blisko.
Lily nie mogła nic powiedzieć, tylko wciąż patrzyła się na
to zdjęcie. Po prostu ją zatkało. Jej najlepsza przyjaciółka, od serca,
przytula się z jej.. znaczy nie z „jej”, tylko z …. No, ten. Eh, sama już
gubiła się w swoich myślach. No, chodzi o to, że Dorcas obściskiwała się z nim.
Z Jamesem, który podrywa Lily od dobrych czterech lat. Ale dlaczego ją tak to
zabolało? Przecież jakby to na miejscu Jamesa był Syriusz czy Remus to
poczułaby radość i byłaby szczęśliwa z szczęścia swojej przyjaciółki.
- I co zatkało?- Blondynka przywróciła Evans na ziemie. To
musiała być pomyłka. To nie może być prawda. A jeżeli tak? To co zrobi?
- Eee, ja.. ja ją znajdę i wszystko wyjaśnię.. no ten, tego…
Nara – rzuciła oschle i wyminęła grupkę blond piękności, by później znaleźć się
w pokoju wspólnym. Gdy tylko weszła do tego pomieszczenia, oczom nie mogła
uwierzyć. Cały pokój był nieskazitelnie czysty! Wszystkie meble wróciły na
miejsce, na podłodze nie walały się żadne okruchy czy papierki, a po alkoholu
można było tylko wspominać. Kompletnie to pomieszczenie nie wyglądało jak po
jakiejkolwiek imprezie. Wręcz przeciwnie, było tak jak pierwszego dnia po
posprzątaniu skrzatów domowych. Pewnie teraz też maczały w tym palce.
Lily pewnie wyglądała głupio, nie dość, że była ubrana w
fartuch dla „chorych” to jeszcze stała pośrodku pokoju wspólnego z szeroko
otwartą buzią i oczami. Można było uznać, że uciekła z psychiatryka. Po
dłuższym wpatrywaniu się w nieskazitelnie czysty pokój z pewnością siebie
ruszyła do swojego dormitorium, z zamiarem przebrania się. Gdy otworzyła drzwi,
ujrzała wręcz okropny widok. Trzy nagie postacie znajdowały się w pokoju. Dwie
przytulone do siebie dziewczyny, w których Lily rozpoznała Janny i Emily, oraz
ciemnowłosego chłopaka, leżącego na podłodze, w pozycji siedzącej. Nie chciała
wiedzieć co tu się działo. Po cichu podeszła do swojego kufra i starając się
wykonywać jak najcichsze ruchy, wzięła pod rękę byle jakie ubrania, po czym
ruszyła do łazienki się przebrać. Po pięciu minutach wyszła z niej, a ubrana
była w granatowe jeans i białą, aksamitną koszulkę sięgającą jej do łokcia, z
czarnymi guzikami w kształcie serca. Pewnym, jakże i cichym krokiem, podeszła
do drzwi i je otworzyła. Stała jeszcze tak przez chwile, trzymając klamkę.
- O nie. Wypierdalać z mojego dormitorium! – I szybkim
ruchem, wyszła z pokoju głośno zatrzaskując drzwi tak, że
nawet trupa by obudziła. Teraz wiedziała, że jak wróci do swojego pokoju
za jakieś dwadzieścia minut, nie znajdzie tam już przykrych „sytuacji”.
- Teraz to mnie popamiętają.
Stanęła przed TYMI drzwiami. Drzwiami, na których była
tabliczka z napisem : Syriusz Black, James Potter, Remus Lupin, Peter Pettigrew
: ,a niżej było dopisane przez nich samych : Huncwocka to sprawa, naruszyć
wszelkie prawa, narobić rabatu i uniknąć szlabanu! :
Wzięła trzy głębokie wdechy i zapukała do drzwi. Nic. Cisza
jak na pogrzebie. Żadnego dźwięku, ruchu czy jakichkolwiek kroków. Cisza.
Zapukała jeszcze raz, ale znów na marne. Zastanawiała się czy nie otworzyć po
prostu drzwi, które stawały jej na przeszkodzie do rozwikłania zagadki, ale
słyszała różne pogłoski, że jak ktoś wejdzie do ich pokoju bez zgody, będzie
miał zrobiony niezbyt miły kawał. Nie chciała ryzykować, ale co ma zrobić jak
nikt nie chce jej pomóc? O, nie. Jak wszyscy myślą, że zostawi tą sprawę w
spokoju, to się mylą. Z pewnym rozmachem otworzyła głośno drzwi do pokoju
huncwotów, ukazując przy tym całe ich dormitorium. Wszystkie pięć głów, wstało
nagle z łóżka i rozglądało się w poszukiwaniu sprawcy tego hałasu. Niestety
było tam o jedną głowę za dużo. Dorcas.
- L-l-lily? – jąkała się, ponieważ nie wierzyła, że jej najlepsza
przyjaciółka patrzy na nią z niechęcią i wściekłością w oczach. Znalazła się w
najgorszej sytuacji, jakiej mogła zaistnieć.
Wszyscy w pokoju myśleli, że nie może być już gorzej, gdyż
nagle obok potarganej Dorcas, która leżała pod białym prześcieradłem, wychyliła
się kolejna głowa. Kruczoczarne włosy, w nieładzie pojawiły się obok głowy dziewczyny.
James ziewnął przeciągle, mrużąc przy tym swoje orzechowe oczy i drapiąc się po
głowię, a następnie usiadł na skraju łóżka. Nie był zbytnio ubrany. Gdyby nie
odgarnął z siebie prześcieradła, można było by stwierdzić, że jest nago, a tak
to znajdował się w samych szarych bokserkach, ukazując przy tym swoją
wyrzeźbioną klatkę piersiową. Kiedy otworzył oczy i ręką odnalazł na szufladzie
swoje okrągłe okulary, zanim jeszcze je nałożył na swój zadarty nos, Dorcas
powiedziała:
- Lily to nie tak jak myślisz.
James się otrząsnął. Założył szybko okulary i wstał z łóżka
tak szybko, że obok Lily pojawił się sekundę później.
- Liluś, kochanie, co ty tu robisz?
- Liluś?! Kochanie?! Chyba cię pojebało, Potter! Z tobą nie
mam nic do mówienia! Dorcas – teraz zwróciła swój wzrok w stronę dziewczyny,
która wciąż siedziała na łóżku zakrywając się prześcieradłem – nie wierzę. Jak
mogłaś mi to zrobić, to znaczy nam.
Przecież wiesz, jakie są reguły. Nie pieprzymy się z huncwotami. A szczególnie
z nim!- I palcem wskazującym wskazała na Jamesa, który wciąż stał w samych
bokserkach.
- Przepraszam, o co tu chodzi?- Tego jeszcze brakowało.
Syriusz Black nie umiał siedzieć cicho i nie dopowiedzieć swoich uwag. Był
najbardziej nieobecny w tym dormitorium. Miał potargane włosy, czerwone,
załzawione oczy i wydawał się być tylko okryty prześcieradłem, ale tego nie
chciała oceniać. Nawet Lupin, najpilniejszy uczeń (tuż po Lily) był również w
podobnej sytuacji jak jego poprzednik.
- Co to ty nie wiesz? Nasza „najdroższa” Dorcas, pieprzyła się
z twoim kumplem, Jamesem!
Wszyscy otworzyli szerzej oczy i spojrzeli na rudą by
odnaleźć w jej wyrazie twarzy, że mówi jakiś żart czy kłamstwo. Ale takiego
wyrazu nie wykazywała, więc Syriusz, Lupin i nawet Peter, patrzyli z szeroko otwartymi
buziami, to na Jamesa i Dorcas.
- CO?! – Oboje wykrzyknęli, spoglądając na Lily z
niedowierzeniem.
- GÓWNO! Przestań być taką pannicą Dorcas i choć raz
przyznaj mi rację. Przespałaś się z nim, mimo, że nie mogłaś!
- A co? Zazdrosna? – James nie wiedział czemu te słowa wyszły
z jego ust, ale wszystko z wczorajszej nocki pamiętał. Pamiętał jak Dorcas
powiedziała mu, że Lily nie jest dziewicą, że przespała się z kimś innym.
Myślał, że to on będzie pierwszym i ostatnim, ale jego plany legły w gruzach.
- Proszę cię! Ja zazdrosna? O ciebie?
- Lily..- wtrąciła się Dorcas.
- Nie! Przestańcie mną manipulować i wpajać jakieś reguły!
Wiecie co się teraz dzieje w wielkiej sali? Wszędzie są porozwieszane wasze
zdjęcia jak się przytulacie w tym oto właśnie dormitorium! S-a-m-i.- gestem
ręki wskazała na cały pokój – Co mam teraz o was myśleć. Nie dość, że te
zdjęcie to jeszcze zastaję was w łóżku razem i to prawie nagich!
- Lily! – Syriusz nie mógł już wytrzymać – to nie tak jak
myślisz. Jak wróciłem do dormitorium, Dorcas chyba leżała na moim łóżku.
- Chyba?
- Tak Lily – zaczęła mówić Dorcas. – Może Syriusz nic nie
pamięta, ale ja za to tak. Spałam na jego łóżku, a kiedy wrócił, chciał się
zabawić. Chyba wiesz co to oznacza.- Tu spojrzała na czerwonego Syriusza, po czym
kontynuowała dalszą wypowiedź- Był zbyt
pijany by doszły do niego moje słowa, że nie chcę. James „przygarnął” mnie do
siebie, bo inaczej musiałabym leżeć na podłodze. Rozumiesz? I to, że jestem tak
ubrana, lub tak jak on, nie oznacza to, że się przespaliśmy, Lily.
- Serio? A dlaczego się przytulaliście do siebie, w nocy?
- To pewnie PhotoShop.
- Nie Dorcas. To jest realne zdjęcie. Jeszcze się w nim
kołyszecie, podczas.. tego, no..
- Wiesz co Lilkuś? – wtrącił się James. – Może gdy by mnie
coś nawet łączyło z Dorcas, tobie nic do tego.
Niemożliwe. Wszystkie pięć par szeroko otwartych oczu,
patrzyło z niedowierzeniem na Jamesa. Czy on właśnie powiedział, że Lily nie
powinno obchodzić co robi z innymi dziewczynami? Nawet jeżeli jest to jej
najlepsza przyjaciółka Dorcas, na którą miał Syriusz chrapkę?
- Ja pierdole.. Nie wierzę. – jąkał się Syriusz.
- James, dobrze się czujesz?- powiedział Lupin. –Mam jakieś
lekarstwa, może chcesz bym ci podał?
- Tak Luniaczku. Ja już dobrze wiem, jak działają te twoje „lekarstwa”.-
powiedział żartobliwie Black, by rozładować te napięcie panujące w
pomieszczeniu. Remus zrozumiał jego dowcip i zaśmiał się krótko pod nosem, aż oprzytomniał.
Spojrzał na Petera i przypomniał sobie wszystko. To jak poszedł do toalety, po
tym jak Janny wystawiła go dla niejakiego Matty’ego. Tak, teraz pamiętał jak
zabawiał się w towarzystwie dziewczyn, wraz z Syriuszem. Nieważne, co było,
ważne jest teraz, a właśnie w tej chwili James Potter powiedział coś czego
nawet sam Dumbledore by nie przypuszczał.
- Nic mi nie jest. – Po tych słowach, zamiast spojrzeć na
Rudą, jego oczy skierowały się oczom Dorcas. Były piękne. Takie inne, ze świeżym
spojrzeniem na świat i z nutką drwiny i sarkazmu. Ale był też w nich strach.
Przecież obiecał jej, że nie powie tego, że Lily nie jest dziewicą. – Chodźmy na
ucztę. Głodny jestem. Em, Remus?
- Tak?
- Lepiej wyjdź stąd ostatni. Nie chce tego znów oglądać.
- Ja też. – powiedziała Dorcas, wstając z łóżka i zabierając
ze sobą prześcieradło, dobrze szczelnie się obwijając. – Chodźmy się przebrać
Lily.
- Ale dlaczego musisz brać prześcieradło, Pottera?
- Ponieważ, ponieważ..- jąkała się przeciągle Dorcas. Co
miała powiedzieć. Prawda jest taka, że James pożyczył jej swoją czerwoną koszulkę, a nie chciała by
Lily o tym wiedziała, bo miała by świadomość, że skoro dał jej swoją koszulę to
pewnie też się przy nim przebierała.
- Ponieważ jak wczoraj graliśmy w pokera, wygrała ode mnie
prześcieradło..- powiedział James, lekko zażenowany tym, że nie umiał wymyślić
lepszego kłamstwa.
- Aha. No nic. Widzimy się w wielkiej sali.- Lily już
zmierzała powoli do drzwi, ale Lupina głos ją zatrzymał.
- Lily, jako, że jesteśmy prefektami, powinniśmy się zgłosić
do skrzydła szpitalnego.
- Dlaczego, Lunio? Chcesz na nas naskarżyć? – zaśmiał się
Syriusz, unosząc przy tym kuszącą brew do góry.
- Nie, nie z tego powodu. James i Lily chyba wiecie.
Lily spuściła wzrok. Oczywiście, że wiedziała i po minie
Jamesa pewnie też się domyślił o co mogło chodzić. On ją uratował, a ona tak na
niego naskoczyła i to z samego rana, choć zbliżała się już dziewiąta. Nie mogła
okazać skruchy, więc podniosła dumnie głowę i powiedziała:
- Wiemy o co chodzi. Stawię się.
- Ale nie tylko o to chodzi.
- A o co jeszcze?- po raz pierwszy od początku tej całej
afery, odezwał się Peter, który siedział skulony na łóżku, szczelnie osłonięty
dookoła prześcieradłem tak, że tylko czubek jego tłustych włosów wystawał.
- A o to, że znaleźli Zaha jakiegoś tam, tego który
przyszedł po Dorcas do przedziału, na skraju lasu, całego podrapanego. Cud, że
chłopak jeszcze żyje.
- Ale kto to mógł zrobić? – Odezwała się Lily.
- Podobno jakieś zwierzę.
- Tak, wielka to jest szkoda. –odezwała się ta, na której
zdanie czekali wszyscy. Dorcas. Ona wiedziała kto jest sprawcą. Ona sama. – Ale
przeżyje, tak?
- Chyba tak. Ale odeślą go do Świętego Mungana. Rany były
zbyt głębokie. Dziwne trochę.
- Dlaczego? – zapytał się Syriusz.
- No bo jeżeli to było tylko zwierzę to pewnie rozdrapało go
na śmierć i zjadło. A tak to tylko rozciął i zostawił by cierpiał, jakby
chciało by cierpiał.
Syriusz spojrzał z ukosa na Dorcas, która miała spuszczoną
głowę do dołu. Dziwnie się zachowywała, przecież nie powinno ją to obchodzić,
po tym co jej zrobił, a właściwie co chciał zrobić. A teraz była bliska płaczu.
Łez, które nie powinny być wylane z jego powodu. Tylko z poczucia winy.
- Dor…- szepnął cicho Syriusz, lecz Dorcas mu przerwała.
- No nie ważne! Chodźmy już. Głodna jestem! – wciąż owinięta
prześcieradłem, ruszyła do wyjścia, a za nią Lily. Zatrzymała się przy framudze
drzwi i odwróciła się do czterech nieogarniętych i rozczochranych chłopaków.
Chciała zobaczyć tylko jednego, choć wiedziała, że w tym oto pokoju pragnie jej
już dwójka chłopaków. Ten pierwszy chciał ją tylko zaliczyć i wątpiłaby czy by
się w niej na serio zakochał. Ostry seks i to wszystko. Ale ten drugi, patrzy na nią tęsknym wzrokiem
od niedawna, a dla woli ścisłości od dzisiejszej nocy. Starał się na nią
patrzeć jak na przyjaciółkę, ale tak naprawdę pragnął zerwać z niej jego
czerwoną koszulkę i dotkać każdy zakątek jej ciała. Lecz obok niej stała jej
pierwsza i ostatnia miłość, którą do dziś kochał. Ale ona go zdradziła,
sypiając z innym. Choć jeszcze nie była jego własnością to czuł się zdradzony.
- Do zobaczenia James. I dziękuję. – powiedziała na
pożegnanie Dorcas.
~*~*~
świetne, czekam na dalsze części ! ;*
OdpowiedzUsuń