sobota, 12 stycznia 2013

Rozdział 8

"Ludzie wystarczająco szaleni,
 by sądzić, że mogą zmienić świat,
 są tymi, którzy go zmieniają."
~ Steve Job

~*~
Kiedy otworzyła oczy zauważyła, że nie jest u siebie w dormitorium lecz znajdowała się w pomieszczeniu pozbawionym kolorów. Blada ściana, ciemne kafelki, tak, musiała znajdować się w skrzydle szpitalnym. Pamiętała wszystko, z ostatniego dnia, a raczej nocy. Pamiętała jak Andy zaprowadził ją w ciemny kąt i chciał zgwałcić, ale James go powstrzymał, ratując jej życie. No właśnie, James Potter. Nie wiedzieć dlaczego dziewczyna była mu teraz wdzięczna, i miała już zamiar zmienić zachowanie w stosunku co do chłopaka z kruczoczarnymi włosami. Nie wiedziała jeszcze jak, może nie będzie na niego zbyt głośno krzyczeć, albo nie będzie go zbyt dużo bić. Już wie. Po prostu mu podziękuje i wróci do normalności. Z tą myślą wstała z łóżka szpitalnego, założyła łapcie i wybiegła przez stare, mosiężne drzwi.
- Panienko Evans! Natychmiast proszę wracać! – młoda asystentka naszej pielęgniarki, wołała za rudowłosą, ale na marne. – Och, te kobiety. – mruknęła pod nosem i odstawiła syrop, który przygotowała dla uciekającej dziewczyny.
*
Biegła do wielkiej Sali, ponieważ pół godziny temu rozpoczęło się śniadanie i miała nadzieję, że spotka tam swoich przyjaciół, którzy siedzą na końcu sali. Myliła się. Kiedy tylko zaszła i wpadła do Sali zdyszana, nie znalazła tam nikogo. Nie było Emily, Janny czy Dorcas, nawet po huncwotach nie ma znaku. Pewnie jeszcze się nie obudzili po wczorajszych wygłupach. Lily opuściła wejście i powolnym krokiem zaczęła zmierzać do pokoju wspólnego, by odnaleźć swoich przyjaciół. Gdy już miała stanąć na pierwszym stopniu, grupka pustych, plastikowych laleczek, wymownie spojrzała na dziewczynę. Zablokowały jej drogę i patrzyły na nią z wyższością.
- No, no, no. Kogo my tu mamy? – powiedziała blondynka z różowymi tipsami.
- Nie mam czasu – machnęła niedbale ręką i chciała je wyminąć lecz te dalej nie chciały jej przepuścić. – Czego chcesz?
- Nic od ciebie. A właściwie to od twojej przyjaciółki Dorcas Meadows.
- Czego od niej chcecie?
- Powiedz jej, że jak nie zostawi go w spokoju to nas popamięta.
- Co? O czym wy mówicie? Jakiego „go” ?
- Ooo, nasza Evansówna nie zna najnowszych wiadomości? A raczej faktów.
- Co? O czym wy mówicie do cholery. Nie wiem co Dorcas zrobiła wam, ale to było pewnie nic niewinnego, no chyba, że chciała wam poważnie dokopać, to ją popieram, a tak to odwalcie się od niej i…- przerwała swoją wypowiedź jak tylko blond lafirynda podała jej zdjęcie. Zdjęcie, na którym James i Dorcas się obejmowali. W dormitorium huncwotów. A byli tam sami. Zbyt blisko siebie, zbyt blisko.
Lily nie mogła nic powiedzieć, tylko wciąż patrzyła się na to zdjęcie. Po prostu ją zatkało. Jej najlepsza przyjaciółka, od serca, przytula się z jej.. znaczy nie z „jej”, tylko z …. No, ten. Eh, sama już gubiła się w swoich myślach. No, chodzi o to, że Dorcas obściskiwała się z nim. Z Jamesem, który podrywa Lily od dobrych czterech lat. Ale dlaczego ją tak to zabolało? Przecież jakby to na miejscu Jamesa był Syriusz czy Remus to poczułaby radość i byłaby szczęśliwa z szczęścia swojej przyjaciółki.
- I co zatkało?- Blondynka przywróciła Evans na ziemie. To musiała być pomyłka. To nie może być prawda. A jeżeli tak? To co zrobi?
- Eee, ja.. ja ją znajdę i wszystko wyjaśnię.. no ten, tego… Nara – rzuciła oschle i wyminęła grupkę blond piękności, by później znaleźć się w pokoju wspólnym. Gdy tylko weszła do tego pomieszczenia, oczom nie mogła uwierzyć. Cały pokój był nieskazitelnie czysty! Wszystkie meble wróciły na miejsce, na podłodze nie walały się żadne okruchy czy papierki, a po alkoholu można było tylko wspominać. Kompletnie to pomieszczenie nie wyglądało jak po jakiejkolwiek imprezie. Wręcz przeciwnie, było tak jak pierwszego dnia po posprzątaniu skrzatów domowych. Pewnie teraz też maczały w tym palce.
Lily pewnie wyglądała głupio, nie dość, że była ubrana w fartuch dla „chorych” to jeszcze stała pośrodku pokoju wspólnego z szeroko otwartą buzią i oczami. Można było uznać, że uciekła z psychiatryka. Po dłuższym wpatrywaniu się w nieskazitelnie czysty pokój z pewnością siebie ruszyła do swojego dormitorium, z zamiarem przebrania się. Gdy otworzyła drzwi, ujrzała wręcz okropny widok. Trzy nagie postacie znajdowały się w pokoju. Dwie przytulone do siebie dziewczyny, w których Lily rozpoznała Janny i Emily, oraz ciemnowłosego chłopaka, leżącego na podłodze, w pozycji siedzącej. Nie chciała wiedzieć co tu się działo. Po cichu podeszła do swojego kufra i starając się wykonywać jak najcichsze ruchy, wzięła pod rękę byle jakie ubrania, po czym ruszyła do łazienki się przebrać. Po pięciu minutach wyszła z niej, a ubrana była w granatowe jeans i białą, aksamitną koszulkę sięgającą jej do łokcia, z czarnymi guzikami w kształcie serca. Pewnym, jakże i cichym krokiem, podeszła do drzwi i je otworzyła. Stała jeszcze tak przez chwile, trzymając klamkę.
- O nie. Wypierdalać z mojego dormitorium! – I szybkim ruchem, wyszła z pokoju głośno zatrzaskując drzwi  tak, że  nawet trupa by obudziła. Teraz wiedziała, że jak wróci do swojego pokoju za jakieś dwadzieścia minut, nie znajdzie tam już przykrych „sytuacji”.
- Teraz to mnie popamiętają.
Stanęła przed TYMI drzwiami. Drzwiami, na których była tabliczka z napisem : Syriusz Black, James Potter, Remus Lupin, Peter Pettigrew : ,a niżej było dopisane przez nich samych : Huncwocka to sprawa, naruszyć wszelkie prawa, narobić rabatu i uniknąć szlabanu! :
Wzięła trzy głębokie wdechy i zapukała do drzwi. Nic. Cisza jak na pogrzebie. Żadnego dźwięku, ruchu czy jakichkolwiek kroków. Cisza. Zapukała jeszcze raz, ale znów na marne. Zastanawiała się czy nie otworzyć po prostu drzwi, które stawały jej na przeszkodzie do rozwikłania zagadki, ale słyszała różne pogłoski, że jak ktoś wejdzie do ich pokoju bez zgody, będzie miał zrobiony niezbyt miły kawał. Nie chciała ryzykować, ale co ma zrobić jak nikt nie chce jej pomóc? O, nie. Jak wszyscy myślą, że zostawi tą sprawę w spokoju, to się mylą. Z pewnym rozmachem otworzyła głośno drzwi do pokoju huncwotów, ukazując przy tym całe ich dormitorium. Wszystkie pięć głów, wstało nagle z łóżka i rozglądało się w poszukiwaniu sprawcy tego hałasu. Niestety było tam o jedną głowę za dużo. Dorcas.
- L-l-lily? – jąkała się, ponieważ nie wierzyła, że jej najlepsza przyjaciółka patrzy na nią z niechęcią i wściekłością w oczach. Znalazła się w najgorszej sytuacji, jakiej mogła zaistnieć.
Wszyscy w pokoju myśleli, że nie może być już gorzej, gdyż nagle obok potarganej Dorcas, która leżała pod białym prześcieradłem, wychyliła się kolejna głowa. Kruczoczarne włosy, w nieładzie pojawiły się obok głowy dziewczyny. James ziewnął przeciągle, mrużąc przy tym swoje orzechowe oczy i drapiąc się po głowię, a następnie usiadł na skraju łóżka. Nie był zbytnio ubrany. Gdyby nie odgarnął z siebie prześcieradła, można było by stwierdzić, że jest nago, a tak to znajdował się w samych szarych bokserkach, ukazując przy tym swoją wyrzeźbioną klatkę piersiową. Kiedy otworzył oczy i ręką odnalazł na szufladzie swoje okrągłe okulary, zanim jeszcze je nałożył na swój zadarty nos, Dorcas powiedziała:
- Lily to nie tak jak myślisz.
James się otrząsnął. Założył szybko okulary i wstał z łóżka tak szybko, że obok Lily pojawił się sekundę później.
- Liluś, kochanie, co ty tu robisz?
- Liluś?! Kochanie?! Chyba cię pojebało, Potter! Z tobą nie mam nic do mówienia! Dorcas – teraz zwróciła swój wzrok w stronę dziewczyny, która wciąż siedziała na łóżku zakrywając się prześcieradłem – nie wierzę. Jak mogłaś mi to zrobić,  to znaczy nam. Przecież wiesz, jakie są reguły. Nie pieprzymy się z huncwotami. A szczególnie z nim!- I palcem wskazującym wskazała na Jamesa, który wciąż stał w samych bokserkach.
- Przepraszam, o co tu chodzi?- Tego jeszcze brakowało. Syriusz Black nie umiał siedzieć cicho i nie dopowiedzieć swoich uwag. Był najbardziej nieobecny w tym dormitorium. Miał potargane włosy, czerwone, załzawione oczy i wydawał się być tylko okryty prześcieradłem, ale tego nie chciała oceniać. Nawet Lupin, najpilniejszy uczeń (tuż po Lily) był również w podobnej sytuacji jak jego poprzednik.
- Co to ty nie wiesz? Nasza „najdroższa” Dorcas, pieprzyła się z twoim kumplem, Jamesem!
Wszyscy otworzyli szerzej oczy i spojrzeli na rudą by odnaleźć w jej wyrazie twarzy, że mówi jakiś żart czy kłamstwo. Ale takiego wyrazu nie wykazywała, więc Syriusz, Lupin i nawet Peter, patrzyli z szeroko otwartymi buziami, to na Jamesa i Dorcas.
- CO?! – Oboje wykrzyknęli, spoglądając na Lily z niedowierzeniem.
- GÓWNO! Przestań być taką pannicą Dorcas i choć raz przyznaj mi rację. Przespałaś się z nim, mimo, że nie mogłaś!
- A co? Zazdrosna? – James nie wiedział czemu te słowa wyszły z jego ust, ale wszystko z wczorajszej nocki pamiętał. Pamiętał jak Dorcas powiedziała mu, że Lily nie jest dziewicą, że przespała się z kimś innym. Myślał, że to on będzie pierwszym i ostatnim, ale jego plany legły w gruzach.
- Proszę cię! Ja zazdrosna? O ciebie?
- Lily..- wtrąciła się Dorcas.
- Nie! Przestańcie mną manipulować i wpajać jakieś reguły! Wiecie co się teraz dzieje w wielkiej sali? Wszędzie są porozwieszane wasze zdjęcia jak się przytulacie w tym oto właśnie dormitorium! S-a-m-i.- gestem ręki wskazała na cały pokój – Co mam teraz o was myśleć. Nie dość, że te zdjęcie to jeszcze zastaję was w łóżku razem i to prawie nagich!
- Lily! – Syriusz nie mógł już wytrzymać – to nie tak jak myślisz. Jak wróciłem do dormitorium, Dorcas chyba leżała na moim łóżku.
- Chyba?
- Tak Lily – zaczęła mówić Dorcas. – Może Syriusz nic nie pamięta, ale ja za to tak. Spałam na jego łóżku, a kiedy wrócił, chciał się zabawić. Chyba wiesz co to oznacza.- Tu spojrzała na czerwonego Syriusza, po czym  kontynuowała dalszą wypowiedź- Był zbyt pijany by doszły do niego moje słowa, że nie chcę. James „przygarnął” mnie do siebie, bo inaczej musiałabym leżeć na podłodze. Rozumiesz? I to, że jestem tak ubrana, lub tak jak on, nie oznacza to, że się przespaliśmy, Lily.
- Serio? A dlaczego się przytulaliście do siebie, w nocy?
- To pewnie PhotoShop.
- Nie Dorcas. To jest realne zdjęcie. Jeszcze się w nim kołyszecie, podczas.. tego, no..
- Wiesz co Lilkuś? – wtrącił się James. – Może gdy by mnie coś nawet łączyło z Dorcas, tobie nic do tego.
Niemożliwe. Wszystkie pięć par szeroko otwartych oczu, patrzyło z niedowierzeniem na Jamesa. Czy on właśnie powiedział, że Lily nie powinno obchodzić co robi z innymi dziewczynami? Nawet jeżeli jest to jej najlepsza przyjaciółka Dorcas, na którą miał Syriusz chrapkę?
- Ja pierdole.. Nie wierzę. – jąkał się Syriusz.
- James, dobrze się czujesz?- powiedział Lupin. –Mam jakieś lekarstwa, może chcesz bym ci podał?
- Tak Luniaczku. Ja już dobrze wiem, jak działają te twoje „lekarstwa”.- powiedział żartobliwie Black, by rozładować te napięcie panujące w pomieszczeniu. Remus zrozumiał jego dowcip i zaśmiał się krótko pod nosem, aż oprzytomniał. Spojrzał na Petera i przypomniał sobie wszystko. To jak poszedł do toalety, po tym jak Janny wystawiła go dla niejakiego Matty’ego. Tak, teraz pamiętał jak zabawiał się w towarzystwie dziewczyn, wraz z Syriuszem. Nieważne, co było, ważne jest teraz, a właśnie w tej chwili James Potter powiedział coś czego nawet sam Dumbledore by nie przypuszczał.
- Nic mi nie jest. – Po tych słowach, zamiast spojrzeć na Rudą, jego oczy skierowały się oczom Dorcas. Były piękne. Takie inne, ze świeżym spojrzeniem na świat i z nutką drwiny i sarkazmu. Ale był też w nich strach. Przecież obiecał jej, że nie powie tego, że Lily nie jest dziewicą. – Chodźmy na ucztę. Głodny jestem. Em, Remus?
- Tak?
- Lepiej wyjdź stąd ostatni. Nie chce tego znów oglądać.
- Ja też. – powiedziała Dorcas, wstając z łóżka i zabierając ze sobą prześcieradło, dobrze szczelnie się obwijając. – Chodźmy się przebrać Lily.
- Ale dlaczego musisz brać prześcieradło, Pottera?
- Ponieważ, ponieważ..- jąkała się przeciągle Dorcas. Co miała powiedzieć. Prawda jest taka, że James pożyczył  jej swoją czerwoną koszulkę, a nie chciała by Lily o tym wiedziała, bo miała by świadomość, że skoro dał jej swoją koszulę to pewnie też się przy nim przebierała.
- Ponieważ jak wczoraj graliśmy w pokera, wygrała ode mnie prześcieradło..- powiedział James, lekko zażenowany tym, że nie umiał wymyślić lepszego kłamstwa.
- Aha. No nic. Widzimy się w wielkiej sali.- Lily już zmierzała powoli do drzwi, ale Lupina głos ją zatrzymał.
- Lily, jako, że jesteśmy prefektami, powinniśmy się zgłosić do skrzydła szpitalnego.
- Dlaczego, Lunio? Chcesz na nas naskarżyć? – zaśmiał się Syriusz, unosząc przy tym kuszącą brew do góry.
- Nie, nie z tego powodu. James i Lily chyba wiecie.
Lily spuściła wzrok. Oczywiście, że wiedziała i po minie Jamesa pewnie też się domyślił o co mogło chodzić. On ją uratował, a ona tak na niego naskoczyła i to z samego rana, choć zbliżała się już dziewiąta. Nie mogła okazać skruchy, więc podniosła dumnie głowę i powiedziała:
- Wiemy o co chodzi. Stawię się.
- Ale nie tylko o to chodzi.
- A o co jeszcze?- po raz pierwszy od początku tej całej afery, odezwał się Peter, który siedział skulony na łóżku, szczelnie osłonięty dookoła prześcieradłem tak, że tylko czubek jego tłustych włosów wystawał.
- A o to, że znaleźli Zaha jakiegoś tam, tego który przyszedł po Dorcas do przedziału, na skraju lasu, całego podrapanego. Cud, że chłopak jeszcze żyje.
- Ale kto to mógł zrobić? – Odezwała się Lily.
- Podobno jakieś zwierzę.
- Tak, wielka to jest szkoda. –odezwała się ta, na której zdanie czekali wszyscy. Dorcas. Ona wiedziała kto jest sprawcą. Ona sama. – Ale przeżyje, tak?
- Chyba tak. Ale odeślą go do Świętego Mungana. Rany były zbyt głębokie. Dziwne trochę.
- Dlaczego? – zapytał się Syriusz.
- No bo jeżeli to było tylko zwierzę to pewnie rozdrapało go na śmierć i zjadło. A tak to tylko rozciął i zostawił by cierpiał, jakby chciało by cierpiał.
Syriusz spojrzał z ukosa na Dorcas, która miała spuszczoną głowę do dołu. Dziwnie się zachowywała, przecież nie powinno ją to obchodzić, po tym co jej zrobił, a właściwie co chciał zrobić. A teraz była bliska płaczu. Łez, które nie powinny być wylane z jego powodu. Tylko z poczucia winy.
- Dor…- szepnął cicho Syriusz, lecz Dorcas mu przerwała.
- No nie ważne! Chodźmy już. Głodna jestem! – wciąż owinięta prześcieradłem, ruszyła do wyjścia, a za nią Lily. Zatrzymała się przy framudze drzwi i odwróciła się do czterech nieogarniętych i rozczochranych chłopaków. Chciała zobaczyć tylko jednego, choć wiedziała, że w tym oto pokoju pragnie jej już dwójka chłopaków. Ten pierwszy chciał ją tylko zaliczyć i wątpiłaby czy by się w niej na serio zakochał. Ostry seks i to wszystko.  Ale ten drugi, patrzy na nią tęsknym wzrokiem od niedawna, a dla woli ścisłości od dzisiejszej nocy. Starał się na nią patrzeć jak na przyjaciółkę, ale tak naprawdę pragnął zerwać z niej jego czerwoną koszulkę i dotkać każdy zakątek jej ciała. Lecz obok niej stała jej pierwsza i ostatnia miłość, którą do dziś kochał. Ale ona go zdradziła, sypiając z innym. Choć jeszcze nie była jego własnością to czuł się zdradzony.
- Do zobaczenia James. I dziękuję. – powiedziała na pożegnanie Dorcas.

~*~*~