Rozdział 5
"Rozumiecie, problem
polega na tym, ze Bóg dał mi mózg i penisa, lecz krwi tylko tyle, żeby zasilać
jedno."
-Robin Williams
-Robin Williams
~*~
Syriusz już znalazł swoją nową zdobycz, która teraz wdzięcznie
się kręciła obok niego, tańcząc i zarzucając swoje ręce na jego szyje. Nie
pamiętał już jak miała na imię, bo po czterech mocnych procentach już powoli
tracił pamięć, jego ciało było gorące, i chwiał się na wszystkie strony.
Dziewczyna z blond włosami i dużym
dekoltem była ubrana w czarną miniówkę i białą koszulkę na ramiączkach. Po jej
chwiejnych ruchach, też można było wywnioskować, że za dużo wypiła. Gwałtownie
wpiła się w jego usta i włożyła swoje ręce pod jego koszulkę. Nie obchodziło
ich to, że są w pomieszczeniu pełnych ludzi, którzy tańczą i wywijają się na
boki. Byli teraz tylko oni, chłonęli się i ssali swoje wilgotne i gorące wargi.
Syriusz nie zwlekając już ani chwili dłużej, pewnym ruchem ścisnął ją za tyłek,
podniósł do góry tak, że teraz ona zarzuciła na jego biodra swoje nogi. Wisiała
na nim, on trzymający ją, a ona składała na jego ustach namiętne i ogniste pocałunki.
Łapa zaczął iść z nią na rękach do dormitorium, gdzie czekał na nich piękny,
CZYSTY, pokój z wolnymi łóżkami i nie
obchodziło go to, że wiele osób, w tym fanek, odprowadzało ich wzrokiem, aż w
końcu zniknęli za drzwiami. Gdy tylko się tam znaleźli, zaczęli jeszcze
zachłanniej się całować i zdejmować przy tym zbędę ubrania, które rozrzucali po
pokoju. Po kilku minutach oboje położyli się na pościelonym łóżku, całkiem
nadzy. Dziewczyna miała piękne atuty swojego ciała, okrągłe, duże piersi,
wciętą talie, a tuż pod nią jej kwiat, do tego cudne chude nogi, które idealnie
były dopasowane do jej oliwkowej cery. Jej proste, blond włosy były rozwiązane, tak by swobodnie
spadały na ramiona, a oczy miała koloru błękitu co dodawało dodatkowych punktów
przewagi nad innymi dziewczynami w pokoju wspólnym. Śliczne dołeczki, tuż nad
malinowymi i kuszącymi ustami, oraz słodki mały nosek, wręcz ideał. Ale Łapa
chce tylko dobrze zaliczyć, nie lubi się angażować, ponieważ uważa to za
zniewolę i braku jakiegokolwiek wyboru czy zgadania, a on tak nie chce. Syriusz
też nie był zwykłym mężczyzną, wręcz przeciwnie, był idealny do łóżka, wiele dziewczyn
chciałoby go skuć i nigdy nie wypuścić. Jego kaloryfer, mięśnie komponowały się
z jego ciemną cerą, a do tego kruczoczarne krótkawe włosy pomieszane z jego
błękitno -lazurowymi oczami. Ideał mężczyzny.
Nie mógł dłużej czekać, więc położył ją przed siebie i
całując ją w usta zniżał się w dół, aż doszedł do pępka. Lewą ręką ugniatał je
pierś, lubił się tak użerać z każdą dziewczyną. Prawą ręką zaczął gładzić ja po
wewnętrznej części uda. Dziewczyn a cicho jąkała się, żeby zrobić z nim to jak
najszybciej.
- Ochhhh, na co czekasz!- rozszerzyła nogi, żeby ułatwić mu
wejście. Ten za to spojrzał na jej
kwiat, i uśmiechnął się łobuzersko.
- Prezerwato-zjawiator!-
krzyknął, biorą różdżkę i przykładając do swojego „przyjaciela”. Po tym
zaklęciu na jego penisie pojawiła się prezerwatywa. – Dobrze, że wymyśliliśmy z
Jamesem te zaklęcie- pomyślał Łapa, poczym wszedł w dziewczynę, gwałtownie tak,
że krzyknęła z podniecenia. Kochali się dobre pół godziny, w różnych pozycjach
i na różne sposoby. Chłopak nie mógł dojść już drugi raz, dziewczyna za to
doszła jakieś trzy razy, później przestała liczyć. Dotykał ją w każde miejsce,
czuł jak jej ciało przepływają dreszcze i podniecał się jak wyginała się w łuk
gdy tylko doznała orgazmu. Nie chciał tego zakończyć, ale poco miał się
wysilać, jeżeli i tak doszedł jeden raz. Powili zaczął zwalniać, gdy robili to
w klasycznej pozie.
- Ohhhh, mhhhhhmmm, aahhhhh, o kurwa! Pieprz mnie, pieprz
mnie mocnej! ACHHHHHHHH. – Krzyczała na cały głos, wbijając przy tym swoje
różowe, długie paznokcie w plecy chłopaka, który już całkowicie stracił apetyt
na kontynuowanie tej zabawy. Wyciągnął swoje „przyjaciela”, z zniesmaczoną miną
i usiadł na rogu łóżka.
- Coś się stało, kochanie?- zapytała zbyt przesłodzonym
głosem, obejmując jego barki.
- Ubieraj się i idź stąd- powiedział Black, nawet nie
szczycąc jej swoim spojrzeniem. Dziewczyna szybko wstała z łóżka stanęła przed
nim i z całej siły walnęła go poduszką, którą zabrała z łóżka.
- Ty pojebańcu! Pieprz się, Black! PIEPRZ SIĘ!!!
- Kochanie, kochanie…- mówił Syriusz, uśmiechając się i kręcąc
głową nad każdym słowem.- Po co mam się pieprzyć sam, jak ty mi w tym doskonale
pomagasz? Ty już to lepiej robisz.
- SPIERDALAJ!!- I ubrana wyszła z dormitorium chłopców,
trzaskając mocno drzwiami.
Syriusz tylko wzruszył ramionami, uśmiechnął się huncwocko i
położył się nagi na łóżku, czekając na cud.
~*~
Have you run your fingers down the wall
And have you felt your neck skin crawl
When you're searching for the light?
Sometimes when you're scared to take a look
At the corner of the room
You've sensed that something's watching you
And have you felt your neck skin crawl
When you're searching for the light?
Sometimes when you're scared to take a look
At the corner of the room
You've sensed that something's watching you
Muzyka wciąż krążyła po pokoju wspólnym, gdzie na parkiecie
tańczyło wiele uczniów. Dziewczyny w krótkich spódniczka, kręciło wdzięcznie tyłkiem
przed każdym chłopakiem, który łapał ją za barki, niekiedy za same pośladki i
wraz w rytmie muzyki pomagał dziewczynie. Jedynie jedna dziewczyna siedziała na
kanapie, obok chłopaka, który czytał książkę Historii Magii i wcale nie zwracał
na nią uwagi. Kiedy Emily już chciała otworzyć usta i przypomnieć o swoim
istnieniu Remusowi, pomiędzy nich wcisnęła się zadyszana Janny.
- Ech, Ems, dołącz do nas. Remus ty też powinieneś iść na…
No, nie wierzę! Matty tu jest!- przerwała w połowie zdania i wskazała im
wysokiego, dobrze umięśnionego, ciemnowłosego, przystojniaka, który przechadzał
po pokoju i klepał przypadkowe dziewczyny za pośladki.
- On jest z Revenclawu, ścigający z tamtej drużyny. Och, mam
na niego taką ochotę. Ech.- westchnęła Janny, wciąż patrząc na poczynania
chłopaka. Nagle jego wzrok znalazł jej oczy, Janny lekko się zarumieniła i
przerwała tą wielką chwilę, a on za to uśmiechnął się do niej i podchodząc, po
kilku sekundach, stanął naprzeciwko niej, wyciągając swoją prawą dłoń.
- Jestem Matty. Taka śliczna panna jak ty nie powinna tu
siedzieć. Może chcesz zatańczyć?- uśmiechnął się przy tym podobnie jak
huncwoci, wręcz zwycięskim, a zarazem pociągającym uśmiechem, którego pragnie
nie jedna kobieta. Janny z lekka się zmieszała, spojrzała wyniośle na Emily i
złapała Matty'iego za rękę, dając mu przy tym prowadzić na parkiet, gdzie wszyscy
byli już tak rozgrzani, poczym można było wywnioskować, że to jest jedna wielka
orgia. Remus patrzył się za nią tęsknym wzrokiem, teraz już wiedział kogo ma
nienawidzić, niejakiego Matty'iego. Ona jeszcze będzie jego. Nie mógł patrzeć jak
zarzuca mu swoje ręce na jego szyje, jak ociera się o niego i ma blisko, za
blisko swoje usta przy jego ustach. Kiedy złączył ich ognisty pocałunek, Remus
nie wytrzymał, wstał gwałtownie z kanapy i wybiegł przez dziurę pod portretem.
Ostanie co słyszał to muzyka wydobywająca się z głośników i wołania Emily.
~*~
Biegł i biegł, aż w końcu dobiegł do toalety. Opadł na podłogę
i zaczął cichutko łkać. Nie trwało to długo, ponieważ dobiegły go odgłosy
cichego sapania i jęczenia. Cichym krokiem, Remus zaczął przechadzać po każdych
kabinach, lekko odchylając bezdźwięcznie drzwiczki. Kiedy doszedł do
przedostatniej i właściwej kabiny, uchylił je gwałtownym, nagłym i szybkim
ruchem, rozprzestrzeniając hałas po całej łazience dla chłopców. Gdy wiedział
już co było powodem tych pojękiwań, nie mógł nic powiedzieć, tylko stał i
patrzył się na przestraszonego Petera, który klęczał nad chłopakiem, który miał
zdjęte spodnie i bokserki, przez co widać było jego prężącą się męskość.
- R-r-r-r-emus-s? C-co ty-y tut-taj ro-o-bisz?- piszczał
Glizdogon, który wytarł rękawem spływającą po jego ustach spermę.
- Peter, muszę lecieć. Było genialnie. Do jutra. –
Powiedział chłopak o nieznanym imieniu, ubierając przy tym bokserki i spodnie.
Był podobny, ba, wręcz identyczny do Glizdogona. Tęgawy, pryszczaty i z
tłustymi włosami, oraz na dodatek miał żółte zęby.
- Niewierze.- Tylko to mógł powiedzieć Remus. Przed chwilą
przyłapał swojego przyjaciela na robieniu laski innemu facetowi. Obraz
tańczącej Janny w objęciach Matty'ego, zniknął na resztę nocy. Nie czekając na jakąkolwiek
wypowiedz Glizdogona, po prostu wyszedł z łazienki z zamiarem wrócenia do
dormitorium, zamknięcia drzwi na cztery spusty i upicia się w upadłego.
~*~
So so what?
I'm still a rock star
I got my rock moves
And i don't need you
And guess what
I'm having more fun
And now that we're done
I'm gonna show you tonight
I'm alright, I'm just fine
And you're a tool
So so what?
I am a rockstar
I got my rock moves
And i don't want you tonight
I'm still a rock star
I got my rock moves
And i don't need you
And guess what
I'm having more fun
And now that we're done
I'm gonna show you tonight
I'm alright, I'm just fine
And you're a tool
So so what?
I am a rockstar
I got my rock moves
And i don't want you tonight
James nie mógł na to patrzeć. Jak ona mogła mu wyrządzić
taką krzywdę, tańcząc wciąż z tym samym facetem, wdzięcznie go uwodząc i kusić.
Lily, która już od ponad dwóch godzin zabawia się w najlepsze z niejakim, Andy’m,
który już planował jak ją zaliczyć. Po już pewnie dwunastym pocałunku,
postanowił złapać ją za rękę i zaciągnął do portretu, który się otworzył przed
nimi. James już chciał ich gonić, ale jego fanki zablokowały mu drogę.
- Cześć, Jamesiku. Chcesz ze mną zatańczyć?- powiedziała
różowa lafirynda, do Jamesa, który chciał się przez nie przejść i dogonić Lily,
zapierając ją od tamtego gościa.
- Kurwa- mruknął w duchu- Misie pysie. Zaczekajcie u mnie w dormitorium,
a ja zaraz tam dojdę.- Powiedział i pocałował namiętnie pierwszą z lepszych
dziewczyn. One zapiszczały i zaczęły się przeciskać przez parkiet, gdzie wciąż
było wielu roztańczonych gości.
James szybko wyskoczył na korytarz, wyciągając przy tym Mapę
Huncwotów.
- Uroczyście przysięgam, że knuję coś niedobrego.- szepnął,
stukając przy tym swoją różdżką w pusty świstek pergaminu, a po chwili zaczęła
się pojawiać mapa całego Hogwartu. Jemu zależało na jednej kropce, a mianowicie
na kropce z podpisem „Lilyanne Evans”.
~*~
- Chlip, dokąd, chlip, idziemy?- mówiła opita Evans, mając czkawkę
prawie po każdym zdaniu. Teraz wiemy na pewno, że dopięła swojego i wygrała
zagład. Umie się bawić i jej się udało tego dowieść, upijając się i tańcząc w
najlepsze z przystojnym facetem. Kiedy doszli do ślepej uliczki, Andy zaczął
całować płomiennie jej szyje, obojczyki i na końcu usta. Gładził jej plecy,
wzbudzając przy tym dreszcze na skórze dziewczyny. Kiedy jego ręka, błądziła po
zewnętrznej stronie uda, aż w końcu dostała się pod spódniczkę, Lily momentalnie
się opamiętała i z całej siły odepchnęła go od siebie. On z tego nic nie robił
i znowu zaczął podchodzić do Lily, łapiąc ją za łokcie i nachalnie całując w
usta.
- Zostaw mnie!- krzyknęła znowu go od siebie odpychając.
Uśmiech z jego twarzy spełzł, a na jego miejsce pojawił się gniew. Podszedł do
przerażonej Lily i zaczął ją szarpać i rozrywać niepotrzebne mu ubrania, żeby
mu nie przeszkadzały do jego rychłych czynów. – POMOCY, POMO….- nie dane było
jej dokończyć, ponieważ chłopak zasłonił jej usta swoją dłonią. Lily została w
samych majtkach, piersi miała gołe, ale zakryła je rękoma. Wciąż kopała
chłopaka po nogach, ale on nic z tego nie robił. Jedną ręką zaczął zdejmować spodnie,
a gdy w końcu stanął przed nią w samej luźniej koszuli i chciał zamiar zdjąć
jej ostatnią, również niepotrzebną część odzieży, niewiadomo skąd James
wyskoczył z uniesioną różdżką.
-Petrificus Totalus!- Andy
upadł na podłogę cały sztywny i nieruchomy. Lily łkała cicho w kącie, nie mogąc
nic powiedzieć, tylko patrzeć się to na Andy’ego i na Jamesa, zasłaniając swoje
piersi rękoma. – Skurtus Kiszki!- niewiadomo
jak, ale kutas Andy’ego z dużego, zrobił się bardzo mały.
- Ja-a-k ty-y.. c-o-o?- wyksztusiła Lily.
- Chodź.- Poczym zdjął
swoją koszule i okrył ją leżącą w kącie Lily, która niemiłosiernie się
trzęsła. Niedługo się zastanawiając, James bez problemu wziął Lily na ręce i
zaniósł ją do skrzydła szpitalnego gdzie młoda Pani Pomfrey, bez żadnych
zadawanych pytań podała Rudej tabletki uspokajające i kazała zostać jej na noc.
- I tak się z tobą nie umówię, Potter.- Powiedziała Lily jak
James zaczął zmierzać w kierunku wyjścia.
- Nie ma za co, Evans. Nie ma za co..
~*~
Wiele osób, a szczególnie chłopców zastanawiało się gdzie
zniknęła Dorcas Medowes, która jeszcze niedawno stała na miejscu DJ’a, w
pięknej kreacji, kusząc tak, że każdy chłopak nie mógł od niej oczu oderwać.
Kilka dziewczyn widziało jak wychodziła, inni mówili, że pewnie zalicza
jakiegoś chłopaka, a inni, że może śpi. Ale nikt nie wierzył w to ostatnie.
Prawda była wręcz inna, niewyobrażalna i nierealna.
Młoda, giętka, czarna puma z zielono-złotymi oczami, przechadzała
po skraju Zakazanego Lasu, polując na małe zwierzęta i wyjąc na połowę lasu.
Jednak miała wielką tajemnice przed wszystkimi. Dorcas, którą nazywają czarną,
była animagiem, a zmieniała się właśnie zgrabną pumę. Kolor jej oczu zmieniał się
z błękitnych, na bursztynowe tylko wtedy kiedy potrzebowała chwile wolności,
polowania i swobody. Nawet kiedy była człowiekiem zdarzało się jej to niekiedy.
Biegła, biegła i biegła. Nie wiedziała dokąd. Po prostu biegła ile sił w łapach
miała. Kochała to najbardziej na świecie. Ten zapach świeżej trawy, roznoszący
się dookoła lasu, a do tego zapach drzew i krew innych zwierząt, oraz kochała
ten ciepły wiatr otaczający dookoła jej futra, za to też lubiła jak krople rosy
pozostawiają na jej małych łapkach, z dużymi i ostrymi pazurami. Lubiła też
słyszeć warczenie swojego głosu, taki jakby za każdym jego uwolnieniem chciała
powiedzieć „to wolna, ja!”. Nikt o niej nie wie. I niech na razie tak zostanie.
~*~
Impreza świetna i to już 2 prawie gwałt ! ;D Zakochałam się w końcówce ! <33
OdpowiedzUsuń