poniedziałek, 26 listopada 2012

Rozdział 5



Rozdział 5

"Rozumiecie, problem polega na tym, ze Bóg dał mi mózg i penisa, lecz krwi tylko tyle, żeby zasilać jedno."
-Robin Williams
~*~
Syriusz już znalazł swoją nową zdobycz, która teraz wdzięcznie się kręciła obok niego, tańcząc i zarzucając swoje ręce na jego szyje. Nie pamiętał już jak miała na imię, bo po czterech mocnych procentach już powoli tracił pamięć, jego ciało było gorące, i chwiał się na wszystkie strony. Dziewczyna z  blond włosami i dużym dekoltem była ubrana w czarną miniówkę i białą koszulkę na ramiączkach. Po jej chwiejnych ruchach, też można było wywnioskować, że za dużo wypiła. Gwałtownie wpiła się w jego usta i włożyła swoje ręce pod jego koszulkę. Nie obchodziło ich to, że są w pomieszczeniu pełnych ludzi, którzy tańczą i wywijają się na boki. Byli teraz tylko oni, chłonęli się i ssali swoje wilgotne i gorące wargi. Syriusz nie zwlekając już ani chwili dłużej, pewnym ruchem ścisnął ją za tyłek, podniósł do góry tak, że teraz ona zarzuciła na jego biodra swoje nogi. Wisiała na nim, on trzymający ją, a ona składała na jego ustach namiętne i ogniste pocałunki. Łapa zaczął iść z nią na rękach do dormitorium, gdzie czekał na nich piękny, CZYSTY, pokój z wolnymi łóżkami i nie obchodziło go to, że wiele osób, w tym fanek, odprowadzało ich wzrokiem, aż w końcu zniknęli za drzwiami. Gdy tylko się tam znaleźli, zaczęli jeszcze zachłanniej się całować i zdejmować przy tym zbędę ubrania, które rozrzucali po pokoju. Po kilku minutach oboje położyli się na pościelonym łóżku, całkiem nadzy. Dziewczyna miała piękne atuty swojego ciała, okrągłe, duże piersi, wciętą talie, a tuż pod nią jej kwiat, do tego cudne chude nogi, które idealnie były dopasowane do jej oliwkowej cery. Jej proste,  blond włosy były rozwiązane, tak by swobodnie spadały na ramiona, a oczy miała koloru błękitu co dodawało dodatkowych punktów przewagi nad innymi dziewczynami w pokoju wspólnym. Śliczne dołeczki, tuż nad malinowymi i kuszącymi ustami, oraz słodki mały nosek, wręcz ideał. Ale Łapa chce tylko dobrze zaliczyć, nie lubi się angażować, ponieważ uważa to za zniewolę i braku jakiegokolwiek wyboru czy zgadania, a on tak nie chce. Syriusz też nie był zwykłym mężczyzną, wręcz przeciwnie, był idealny do łóżka, wiele dziewczyn chciałoby go skuć i nigdy nie wypuścić. Jego kaloryfer, mięśnie komponowały się z jego ciemną cerą, a do tego kruczoczarne krótkawe włosy pomieszane z jego błękitno -lazurowymi oczami. Ideał mężczyzny.
Nie mógł dłużej czekać, więc położył ją przed siebie i całując ją w usta zniżał się w dół, aż doszedł do pępka. Lewą ręką ugniatał je pierś, lubił się tak użerać z każdą dziewczyną. Prawą ręką zaczął gładzić ja po wewnętrznej części uda. Dziewczyn a cicho jąkała się, żeby zrobić z nim to jak najszybciej.
- Ochhhh, na co czekasz!- rozszerzyła nogi, żeby ułatwić mu wejście. Ten za to spojrzał  na jej kwiat, i uśmiechnął się łobuzersko.
- Prezerwato-zjawiator!- krzyknął, biorą różdżkę i przykładając do swojego „przyjaciela”. Po tym zaklęciu na jego penisie pojawiła się prezerwatywa. – Dobrze, że wymyśliliśmy z Jamesem te zaklęcie- pomyślał Łapa, poczym wszedł w dziewczynę, gwałtownie tak, że krzyknęła z podniecenia. Kochali się dobre pół godziny, w różnych pozycjach i na różne sposoby. Chłopak nie mógł dojść już drugi raz, dziewczyna za to doszła jakieś trzy razy, później przestała liczyć. Dotykał ją w każde miejsce, czuł jak jej ciało przepływają dreszcze i podniecał się jak wyginała się w łuk gdy tylko doznała orgazmu. Nie chciał tego zakończyć, ale poco miał się wysilać, jeżeli i tak doszedł jeden raz. Powili zaczął zwalniać, gdy robili to w klasycznej pozie.
- Ohhhh, mhhhhhmmm, aahhhhh, o kurwa! Pieprz mnie, pieprz mnie mocnej! ACHHHHHHHH. – Krzyczała na cały głos, wbijając przy tym swoje różowe, długie paznokcie w plecy chłopaka, który już całkowicie stracił apetyt na kontynuowanie tej zabawy. Wyciągnął swoje „przyjaciela”, z zniesmaczoną miną i usiadł na rogu łóżka.
- Coś się stało, kochanie?- zapytała zbyt przesłodzonym głosem, obejmując jego barki.
- Ubieraj się i idź stąd- powiedział Black, nawet nie szczycąc jej swoim spojrzeniem. Dziewczyna szybko wstała z łóżka stanęła przed nim i z całej siły walnęła go poduszką, którą zabrała z łóżka.
- Ty pojebańcu! Pieprz się, Black! PIEPRZ SIĘ!!!
- Kochanie, kochanie…- mówił Syriusz, uśmiechając się i kręcąc głową nad każdym słowem.- Po co mam się pieprzyć sam, jak ty mi w tym doskonale pomagasz? Ty już to lepiej robisz.
- SPIERDALAJ!!- I ubrana wyszła z dormitorium chłopców, trzaskając mocno drzwiami.
Syriusz tylko wzruszył ramionami, uśmiechnął się huncwocko i położył się nagi na łóżku, czekając na cud.
~*~
Have you run your fingers down the wall
And have you felt your neck skin crawl
When you're searching for the light?
Sometimes when you're scared to take a look
At the corner of the room
You've sensed that something's watching you

Muzyka wciąż krążyła po pokoju wspólnym, gdzie na parkiecie tańczyło wiele uczniów. Dziewczyny w krótkich spódniczka, kręciło wdzięcznie tyłkiem przed każdym chłopakiem, który łapał ją za barki, niekiedy za same pośladki i wraz w rytmie muzyki pomagał dziewczynie. Jedynie jedna dziewczyna siedziała na kanapie, obok chłopaka, który czytał książkę Historii Magii i wcale nie zwracał na nią uwagi. Kiedy Emily już chciała otworzyć usta i przypomnieć o swoim istnieniu Remusowi, pomiędzy nich wcisnęła się zadyszana Janny.
- Ech, Ems, dołącz do nas. Remus ty też powinieneś iść na… No, nie wierzę! Matty tu jest!- przerwała w połowie zdania i wskazała im wysokiego, dobrze umięśnionego, ciemnowłosego, przystojniaka, który przechadzał po pokoju i klepał przypadkowe dziewczyny za pośladki.
- On jest z Revenclawu, ścigający z tamtej drużyny. Och, mam na niego taką ochotę. Ech.- westchnęła Janny, wciąż patrząc na poczynania chłopaka. Nagle jego wzrok znalazł jej oczy, Janny lekko się zarumieniła i przerwała tą wielką chwilę, a on za to uśmiechnął się do niej i podchodząc, po kilku sekundach, stanął naprzeciwko niej, wyciągając swoją prawą dłoń.
- Jestem Matty. Taka śliczna panna jak ty nie powinna tu siedzieć. Może chcesz zatańczyć?- uśmiechnął się przy tym podobnie jak huncwoci, wręcz zwycięskim, a zarazem pociągającym uśmiechem, którego pragnie nie jedna kobieta. Janny z lekka się zmieszała, spojrzała wyniośle na Emily i złapała Matty'iego za rękę, dając mu przy tym prowadzić na parkiet, gdzie wszyscy byli już tak rozgrzani, poczym można było wywnioskować, że to jest jedna wielka orgia. Remus patrzył się za nią tęsknym wzrokiem, teraz już wiedział kogo ma nienawidzić, niejakiego Matty'iego. Ona jeszcze będzie jego. Nie mógł patrzeć jak zarzuca mu swoje ręce na jego szyje, jak ociera się o niego i ma blisko, za blisko swoje usta przy jego ustach. Kiedy złączył ich ognisty pocałunek, Remus nie wytrzymał, wstał gwałtownie z kanapy i wybiegł przez dziurę pod portretem. Ostanie co słyszał to muzyka wydobywająca się z głośników i wołania Emily.
~*~
Biegł i biegł, aż w końcu dobiegł do toalety. Opadł na podłogę i zaczął cichutko łkać. Nie trwało to długo, ponieważ dobiegły go odgłosy cichego sapania i jęczenia. Cichym krokiem, Remus zaczął przechadzać po każdych kabinach, lekko odchylając bezdźwięcznie drzwiczki. Kiedy doszedł do przedostatniej i właściwej kabiny, uchylił je gwałtownym, nagłym i szybkim ruchem, rozprzestrzeniając hałas po całej łazience dla chłopców. Gdy wiedział już co było powodem tych pojękiwań, nie mógł nic powiedzieć, tylko stał i patrzył się na przestraszonego Petera, który klęczał nad chłopakiem, który miał zdjęte spodnie i bokserki, przez co widać było jego prężącą się męskość.
- R-r-r-r-emus-s? C-co ty-y tut-taj ro-o-bisz?- piszczał Glizdogon, który wytarł rękawem spływającą po jego ustach spermę.
- Peter, muszę lecieć. Było genialnie. Do jutra. – Powiedział chłopak o nieznanym imieniu, ubierając przy tym bokserki i spodnie. Był podobny, ba, wręcz identyczny do Glizdogona. Tęgawy, pryszczaty i z tłustymi włosami, oraz na dodatek miał żółte zęby.
- Niewierze.- Tylko to mógł powiedzieć Remus. Przed chwilą przyłapał swojego przyjaciela na robieniu laski innemu facetowi. Obraz tańczącej Janny w objęciach Matty'ego, zniknął na resztę nocy. Nie czekając na jakąkolwiek wypowiedz Glizdogona, po prostu wyszedł z łazienki z zamiarem wrócenia do dormitorium, zamknięcia drzwi na cztery spusty i upicia się w upadłego.

 ~*~

So so what?
I'm still a rock star
I got my rock moves
And i don't need you
And guess what
I'm having more fun
And now that we're done
I'm gonna show you tonight
I'm alright, I'm just fine
And you're a tool
So so what?
I am a rockstar
I got my rock moves
And i don't want you tonight

James nie mógł na to patrzeć. Jak ona mogła mu wyrządzić taką krzywdę, tańcząc wciąż z tym samym facetem, wdzięcznie go uwodząc i kusić. Lily, która już od ponad dwóch godzin zabawia się w najlepsze z niejakim, Andy’m, który już planował jak ją zaliczyć. Po już pewnie dwunastym pocałunku, postanowił złapać ją za rękę i zaciągnął do portretu, który się otworzył przed nimi. James już chciał ich gonić, ale jego fanki zablokowały mu drogę.
- Cześć, Jamesiku. Chcesz ze mną zatańczyć?- powiedziała różowa lafirynda, do Jamesa, który chciał się przez nie przejść i dogonić Lily, zapierając ją od tamtego gościa.
- Kurwa- mruknął w duchu- Misie pysie. Zaczekajcie u mnie w dormitorium, a ja zaraz tam dojdę.- Powiedział i pocałował namiętnie pierwszą z lepszych dziewczyn. One zapiszczały i zaczęły się przeciskać przez parkiet, gdzie wciąż było wielu roztańczonych gości.
James szybko wyskoczył na korytarz, wyciągając przy tym Mapę Huncwotów.
- Uroczyście przysięgam, że knuję coś niedobrego.- szepnął, stukając przy tym swoją różdżką w pusty świstek pergaminu, a po chwili zaczęła się pojawiać mapa całego Hogwartu. Jemu zależało na jednej kropce, a mianowicie na kropce z podpisem „Lilyanne Evans”.
~*~
- Chlip, dokąd, chlip, idziemy?- mówiła opita Evans, mając czkawkę prawie po każdym zdaniu. Teraz wiemy na pewno, że dopięła swojego i wygrała zagład. Umie się bawić i jej się udało tego dowieść, upijając się i tańcząc w najlepsze z przystojnym facetem. Kiedy doszli do ślepej uliczki, Andy zaczął całować płomiennie jej szyje, obojczyki i na końcu usta. Gładził jej plecy, wzbudzając przy tym dreszcze na skórze dziewczyny. Kiedy jego ręka, błądziła po zewnętrznej stronie uda, aż w końcu dostała się pod spódniczkę, Lily momentalnie się opamiętała i z całej siły odepchnęła go od siebie. On z tego nic nie robił i znowu zaczął podchodzić do Lily, łapiąc ją za łokcie i nachalnie całując w usta.
- Zostaw mnie!- krzyknęła znowu go od siebie odpychając. Uśmiech z jego twarzy spełzł, a na jego miejsce pojawił się gniew. Podszedł do przerażonej Lily i zaczął ją szarpać i rozrywać niepotrzebne mu ubrania, żeby mu nie przeszkadzały do jego rychłych czynów. – POMOCY, POMO….- nie dane było jej dokończyć, ponieważ chłopak zasłonił jej usta swoją dłonią. Lily została w samych majtkach, piersi miała gołe, ale zakryła je rękoma. Wciąż kopała chłopaka po nogach, ale on nic z tego nie robił. Jedną ręką zaczął zdejmować spodnie, a gdy w końcu stanął przed nią w samej luźniej koszuli i chciał zamiar zdjąć jej ostatnią, również niepotrzebną część odzieży, niewiadomo skąd James wyskoczył z uniesioną różdżką.
-Petrificus Totalus!- Andy upadł na podłogę cały sztywny i nieruchomy. Lily łkała cicho w kącie, nie mogąc nic powiedzieć, tylko patrzeć się to na Andy’ego i na Jamesa, zasłaniając swoje piersi rękoma. – Skurtus Kiszki!- niewiadomo jak, ale kutas Andy’ego z dużego, zrobił się bardzo mały.
- Ja-a-k ty-y.. c-o-o?- wyksztusiła Lily.
- Chodź.- Poczym zdjął  swoją koszule i okrył ją leżącą w kącie Lily, która niemiłosiernie się trzęsła. Niedługo się zastanawiając, James bez problemu wziął Lily na ręce i zaniósł ją do skrzydła szpitalnego gdzie młoda Pani Pomfrey, bez żadnych zadawanych pytań podała Rudej tabletki uspokajające i kazała zostać jej na noc.
- I tak się z tobą nie umówię, Potter.- Powiedziała Lily jak James zaczął zmierzać w kierunku wyjścia.
- Nie ma za co, Evans. Nie ma za co..
~*~

Wiele osób, a szczególnie chłopców zastanawiało się gdzie zniknęła Dorcas Medowes, która jeszcze niedawno stała na miejscu DJ’a, w pięknej kreacji, kusząc tak, że każdy chłopak nie mógł od niej oczu oderwać. Kilka dziewczyn widziało jak wychodziła, inni mówili, że pewnie zalicza jakiegoś chłopaka, a inni, że może śpi. Ale nikt nie wierzył w to ostatnie. Prawda była wręcz inna, niewyobrażalna i nierealna.
Młoda, giętka, czarna puma z zielono-złotymi oczami, przechadzała po skraju Zakazanego Lasu, polując na małe zwierzęta i wyjąc na połowę lasu. Jednak miała wielką tajemnice przed wszystkimi. Dorcas, którą nazywają czarną, była animagiem, a zmieniała się właśnie zgrabną pumę. Kolor jej oczu zmieniał się z błękitnych, na bursztynowe tylko wtedy kiedy potrzebowała chwile wolności, polowania i swobody. Nawet kiedy była człowiekiem zdarzało się jej to niekiedy. Biegła, biegła i biegła. Nie wiedziała dokąd. Po prostu biegła ile sił w łapach miała. Kochała to najbardziej na świecie. Ten zapach świeżej trawy, roznoszący się dookoła lasu, a do tego zapach drzew i krew innych zwierząt, oraz kochała ten ciepły wiatr otaczający dookoła jej futra, za to też lubiła jak krople rosy pozostawiają na jej małych łapkach, z dużymi i ostrymi pazurami. Lubiła też słyszeć warczenie swojego głosu, taki jakby za każdym jego uwolnieniem chciała powiedzieć „to wolna, ja!”. Nikt o niej nie wie. I niech na razie tak zostanie.
~*~

1 komentarz:

  1. Impreza świetna i to już 2 prawie gwałt ! ;D Zakochałam się w końcówce ! <33

    OdpowiedzUsuń