Przed rozpoczęciem chce podziękować dwóm osobą za to, że są ze mną. Pierwszej osobie, nazwę cię Pan Nikt, dziękuje za twoją wyobraźnie, która jest nienormalna i szalona, oraz za to, że to przeczytałeś, a drugiej osobie chce podziękować, że z niecierpliwością oczekujesz następnego działu i co dzień i w nocy, czytasz każdy mój post.
~*~
- Gdzie oni się podziewają!?- Zdenerwowana i
zniecierpliwiona Lily, wzrokiem wyszukiwała Dorcas i Syriusza, którzy już dawno
powinni się pojawić na uczcie.
-Jak nie ma Łapy, to musimy odłożyć wielką niespodziankę na
pojutrze. Tak specjalnie na rozpoczęcie lekcji. Spokojnie, nie martw się. Może
gdzieś szaleją.- powiedział Rogacz, który już wyobraził sobie jak Dorcas i
Syriusz zabawiają się w najlepsze w karecie.
- Och, naprawdę twoja mądrość jest tak powalająca, że, aż
szkoda słów. Myślisz, że nie wiem o co chodzi z tą wielką niespodzianką?
Nieważne. Dorcas, choć jest lekkomyślna
to nigdy by się nie przespała z jednym z Huncwotów.
- Dlaczego?- Wtrąciła się Janny, która siedziała pomiędzy
Remusem, a Jamesem i jadła naleśnika z polewą czekoladową.
- Po prostu mamy taki układ.
- Czyli między nami nic nie zajdzie?- spytał się zdziwiony,
wręcz zawiedziony Rogacz.
- Nie, no! Chyba coś w końcu do ciebie dotarło! Dajcie mi
jakąś kartkę, muszę to gdzieś zapisać. Chyba wyślę list do Ministerstwa, że
James Potter, myśli! A jego komórki mózgowe, wciąż działają- powiedziała Lily i
zaczęła cicho klaskać, po czym zaśmiała się perliście, przez co James opuścił
głowę spoglądając w tosta, który znajdował się na jego talerzu.
Kolacja dobiegała końca, a dwójki zaginionych przyjaciół,
wciąż brakowało. Remus dopił swój sok dyniowy i w tym samym momencie całe
jedzenie zniknęło ze stołów, a na ich miejsce znikąd pojawiły się desery,
najróżniejszych smaków, po ciasteczka w toffi. Peter zabierał wszystkie
smakołyki z przed nosa przyjaciół, oczywiście nie z zamiarem zjedzenia ich,
tylko zapakowania do swoich pustych kieszeni, żeby później się nimi delektować
w dormitorium.
- Naprawdę, brakowało mi Hogwartu- mówił z łezką w oku.
- Wiesz, że to nie jest zbyt zdrowe? Właściwie takie
objadanie się nigdy nie jest zbyt dobre dla naszej formy-mówiła Emily.
-Dobra, Ems. Daruj nam tych wykładów. Lekcje zaczynają się
pojutrze, co oznacza, że jutro mamy cały dzień dla siebie. Więc co robimy?-
zapytała się Janny, kierując te pytanie do wszystkich zgromadzonych najbliżej
jej osób.
- I znowu te głupie słowo „my”- westchnęła Ruda.
- Co, Evans? To, że nie lubisz mojego towarzystwa to wiem,
ale żeby swoim przyjaciółką psuć zabawę, w miłym towarzystwie huncwotów to
przesada. Wrzuć na luz, Evansówno.- Teatralnie James przewrócił oczami i machnął
niedbale ręką jakby odganiał natrętnego owada. Oczywiście Lily nie była
zadowolona z jego wypowiedzi. Czy naprawdę wszyscy uważają, że nie umie się
bawić i psuje innym zabawę? O, nie. Udowodni im, że się mylą.
- Czy uważasz, Potter, że nie umiem się bawić?
- Ja tak nie uważam, tylko tak twierdzę. Chyba nigdy nie
szalałaś na najwyższych obrotach. Bądźmy szczerzy, po prostu lubisz swoje nudne
i monotonne życie za książkami i w bibliotece, niż ekstremalne i niebezpieczne
życie, takie jakie ja mam.
Lily, gwałtownie wstała, kipiąc cała ze złości i wylewając przy tym swój sok porzeczkowy.
- Doprawdy?! To dlaczego zainteresowałeś się taką nudziarą
jak ja?!
- A to już moja sprawa. Założę się o cokolwiek, że nie
umiałabyś zaszaleć tak porządnie, że nazajutrz gówno byś cokolwiek pamiętała.
- ZGODA!- krzyknęła na cały głos tak, że teraz wszyscy mieli
zwrócone oczy w jej kierunku, a Peter zaczął się straszliwie trząść, tak jakby
zobaczył dementora.
- Spokojnie, Evans. Co, zgoda?
- Jeżeli zrobię to, co powiedziałeś, to odczepisz się ode
mnie raz NA ZAWSZE!
I nie czekając na odpowiedź wzięła torbę i pobiegła w stronę
wielkich złotych drzwi, kierując swoje kroki ku pokojowi wspólnemu w swoim
domu, Gryffindorze. Wszyscy odprowadzali ją wzrokiem, nawet nauczyciele, a
kiedy w końcu zniknęła, automatycznie pary oczu zebranych w sali zwróciły się w
stronę Rogacza.
- Za dużo wypiła w te
wakacje, dlatego jest taka zła! Lepiej sprawdzić zawartość jej torby, bo
niewiadomo co się w niej kryje.- Krzyknął na całą Wielką Sale, przez co wszyscy
zaczęli się śmiać, nawet sam dyrektor, tylko reszta nauczycieli niebyła z tego
karygodnego, jak dla nich, zachowania zadowolona.
~*~
- Już widzę minę wszystkich osób jak tylko wejdą do tego
pomieszczenia.
- Nie podniecaj się tak, Black. Przez ciebie nie zjadłam
kolacji i umieram z głodu.
- Nie zapomnij co dla ciebie zrobiłem, Dorcuś.
Dorcas i Syriusz przyozdabiali pokój wspólny w najróżniejsze
ozdoby. Syriusz zajął się barkiem, który w mgnieniu oka uzupełnił się ognistą
whisky, sherry i innymi trunkami, które
miały tylko dodać trochę więcej rozrywki do organizowanej imprezy na cześć
rozpoczęcia nowego roku. Oczywiście wszystko zostało przyniesione przez
skrzaty, które pracują w kuchni i dzięki, którym ich zabawa mogła trwać wieki z
dobrym prowiantem i butelkami alkoholu. Za to Dorcas zajmowała się muzyką,
którą sama ułożyła. Była ubrana w krótką, czarną sukienkę z białą koronką, a do
tego czarne wysokie obcasy, z odkrytymi palcami, które były pomalowane na kolor
fioletowy. Swoje długie, czarne, kręcone włosy, związała w luźnego koka, a
kosmyki jej kruczych włosów spadały lekko w jej oczy, zasłaniają przy tym jej
orzechowe oczy, które były podkreślone czarną kredką, przez co jej spojrzenie
kusiło każdego mężczyznę. Syriusz był odziany w luźną szkolną koszulę, z
poluzowanym krawatem, którego oddała mu Dorcas zaraz po przyjściu. Jego czarne
krótkie włosy, były w nieładzie, a jego błękitno-lazurowe oczy idealnie
pasowały do jego kremowej karnacji.
- Dorcas, mam pytanie. – powiedział Syriusz, który skończył
swoją czynność i wolnym krokiem zaczął podchodzić do dziewczyny, która
zajmowała się dużym radiem z wielkimi wzmacniaczami.
- Nom? – Stał tuż za nią. Nie odwróciła się, a on poczuł
zapach jej poziomkowych perfum, które dostały się do jego nozdrza. Nagle
zapomniał o co miał się zapytać. Musiał to przyznać, podobała mu się, ale na
jedną noc to by się przydała. Słyszy od wszystkich, że jest wręcz rewelacyjna w
tych rzeczach, a Syriusz lubi wyzwania. Powiedzmy, że chce dodaj ją do swojej
listy zaliczonych dziewczyn. Może kiedyś będzie taka chwila, w której ich
zmysły się pogłębią, a namiętność zdobędzie ostatni poziom. Powiedzmy tylko
tyle. To będzie dobry seks, ale tylko na jedną noc. Bo przecież od tego są
dziewczyny, nie? Kocha się je, ale w przypadku Łapy, kocha się je tylko jedną
noc. I to kilka naraz. Kiedy dziewczyna nie dostała zadanego jej pytania
odwróciła się i od razu zatopiła się w jego oczach.
- Eee, jak tak chłopak się tobą podniecił to chyba dobra
jesteś w te klocki – przerwał tą wyjątkową chwile.
- To nie jest pytanie, Black. A teraz spadaj. Idź dokończyć
robotę zanim…- Ale nie było dane jej dokończyć, ponieważ dziura pod portretem
otworzyła się, a przez nią przeszła Ruda, w bardzo złym humorze. Kiedy tylko stanęła
na środku ich „byłego” pokoju wspólnego i ogarnęła wzrokiem całe pomieszczenie,
musiała zdusić w sobie okrzyk zachwytu, zdziwienia i złości.
- Co to ma być?
Cały pokój był przystrojony specjalnie na imprezę. Sam
środek, gdzie powinny stać meble, był pusty, tak żeby było miejsce do tańca, a
ściany były udekorowane różnymi plakatami z napisem : ZNOWU ROK SZKOLNY,
OBLEJMY I ZOSTAŃMY TU JAK NAJDŁUŻEJ, BO PRZECIEŻ KOCHAMY NASZĄ SZKOŁĘ! :,
oczywiście logo wymyślone przez, Blacka.
Na podłodze leżały, różnokolorowe balony z wymalowanymi
buźkami, które pokazywały język i śmiały się w niebo głosy, a nieco dalej co
kilka minut wybuchały konfetti, które rozpraszały się po pomieszczeniu. W kącie
stał wielki barek, z różnymi trunkami, a przy nim stały bardzo dużo, jak na
rozmiary normalnych, głośniki, które tylko czekały żeby je włączyć. Po prostu można
rzecz, że pokój był idealnie przystrojony na imprezę, która miała się pewnie
odbyć za kilka minut. Ruda, wciąż z otwartą buzią stała na pustym parkiecie i
oglądała ciężką prace swoich przyjaciół. Nie wiedziała co ma powiedzieć, wręcz
nawet nie była dumna z ich starań bo wiedziała, że i tak pójdą na marne, jak
tylko otworzy usta. Ale za nim chciała się na nich powydzierać, to Syriusz
znacznie wyprzedził jej niedokonaną czynność.
- Wiedz, że bardzo cię kochamy, Liluś i bardzo nam zależy
żeby dobrze uczcić powrót do szkoły. Do tego i tak dziś jest sobota, więc mamy
prawo zaszaleć!- Syriusz, który już dawno opuścił głowę w geście rezygnacji, i
pójścia do swojego dormitorium, nagle usłyszał nierealne słowa, wychodzące z
ust Lily.
- Ależ ja nie chce na was nakrzyczeć- rzekła bo nagle sobie
przypomniała dlaczego się tu znalazła przed innymi uczniami –Chcę się spytać,
czy może wam w czymś pomóc.- I uśmiechnęła się tak szeroko, że Dorcas niemal co
się potknęła i runęła na ziemię, a Syriusz zaczął niepohamowanie kaszleć i
dyszeć ze zdziwienia. Oboje mieli szeroko otwarte oczy, a kiedy tylko ochłonęli
i chcieli coś na to odpowiedzieć, dziura w portrecie otworzyła się, a przez nią
przechodziła reszta uczniów wracająca z uczty.
- Łapo, co tu się dzieje?- zapytał się James, który
przecisnął się przez tłum i stanął obok Lily, która nawet nie raczyła się na
niego spojrzeć.
- IMPREZA! – krzyknęła Dorcas, i włączyła muzykę, która
rozproszyła się po pomieszczeniu. Oczywiście wraz z Blackiem kilka minut
wcześniej, zanim pojawili się imprezowicze, rzucili na całe pomieszczenie
zaklęcie Mufflito, które powoduje, że nikt nie może usłyszeć co się tu będzie
dziać, z zewnątrz, oczywiście chodzi im o upartych nauczycieli, którzy nie
pozwalają uczniom pić, palić i robić różne niewymyślne rzeczy. Chyba się
domyślacie jakie. Głupi nauczyciele.
So let's get a party going, let's get a party going!
Now it's time to party and we'll party hard, party hard!
Let's get a party going, let's get a party going!
When it's time to party we will always party hard
Party hard, party hard, party hard, party hard party hard, party
hard, party hard party hard, party hard, party hard...*
Now it's time to party and we'll party hard, party hard!
Let's get a party going, let's get a party going!
When it's time to party we will always party hard
Party hard, party hard, party hard, party hard party hard, party
hard, party hard party hard, party hard, party hard...*
Po puszczeniu muzyki, wszyscy uczniowie, poza mniejszymi
uczniami od pierwszego do czwartego roku, wtoczyli na parkiet, zdejmując uciążliwe
szaty szkolne. Dorcas była odpowiedzialna tymczasowo za sprzęt od muzyki, więc
stała na miejscu DJ’a i krołysała się w lewo i w prawo, kręcąc przy tym wdzięczne
tyłkiem, w rytm muzyki. Syriusza otoczyła grupka ich fanek, które śmiały się unosząc
do góry ręce, i przekładać z nogi na nogę swój ciężar ciała. Każda uwodziła go
na swój sposób. Jedna pociągała go za krawat, druga bawiła się jego guzikiem, a
inne robiły tak żeby patrzył się na ich duży dekold, po prostu można rzec, że
chcą go zgwałcić. Remus usiadł w kącie, niedaleko kominka, w którym palił się
ogień, dając przy tym ciepło i oświetlenie, a tuż obok niego usiadła Emily. Janny nie trzeba było powtarzać co ma robić. Od razu wtoczyła się na parkiet, tuż za innymi uczniami i bawiła się w najlepsze. Peter zajął jedną z kanap i zaczął konsumować
swoje smakołyki, zabrane z uczty, oglądając przy tym roztańczonych uczniów.
Barek powoli zaczął się opróżniać, a dziewczyny powoli traciły zbędne ubrania,
chłopcy zaś są prowadzeni przez dziewczyny do dormitoriów z zamiarem…. Chyba wiecie
jakim. Lily zeszła na bok, ponieważ była wciąż popychana przez innych
balangowiczów, którzy w przeciwieństwie do niej dobrze się bawili. Nie cieszyła
się z tego, że nie może przerwać imprezy, ale obiecała temu nadętemu, głupiemu,
egoistycznemu, napuszonemu… ech, no Jamesowi, że udowodni mu, że umie się
dobrze bawić. Zaczęła błądzić po pokoju swoimi oczami z zamiarem odnalezienia
go i postawienia warunków co do niedawnej ustalonej umowy.
- Kogo szukasz, kochanie.- Usłyszała cichy szept, tuż przy
swoim uchu, a że było to z zaskoczenia wydała z siebie pisk, zwracając przy tym
uwagę najbliższych w jej otoczeniu osób. Kiedy odwróciła się i spojrzała w jego
orzechowe oczy powiedziała:
- Na pewno nie ciebie, Potter.
- Chyba czas zaszaleć, nie uważasz? Czy może jednak się
cykasz i przyznajesz mi rację?
- Nigdy się nie poddaję.
- To dobrze, masz.- I podał jej kieliszek, z różowym płynem.
- Co to jest?- zapytała biorąc od niego napój.
- Tonik na nerwy.
- Śmieszne.
- A więc zdrowie za nowy rok!- i stuknął swój kieliszek, o kieliszek
Lily. Pod nosem, tak żeby nikt nie usłyszał szepnął- I za nas, Evan.-
uśmiechnął się łobuzersko. Już wiedział, że dzięki dzisiejszej imprezie, zdobędzie ją na sto procent. Kocha ją, po prostu ją kocha. A jak będzie pijana i nieźle odstawiona, będzie się z nią kochał w tak szaleńczy sposób, że nie zapomni tego, choć będzie pijana, do końca życia.
~*~
*Andrew
W.K. - Party Hard
Mogę być tym Ktosiem ! ;D Świetna nn. Ale James chyba jej nie zgwałci ._.
OdpowiedzUsuń