sobota, 24 listopada 2012

Rozdział 4




Przed rozpoczęciem chce podziękować dwóm osobą za to, że są ze mną. Pierwszej osobie, nazwę cię Pan Nikt, dziękuje za twoją wyobraźnie, która jest nienormalna i szalona, oraz za to, że to przeczytałeś, a drugiej osobie chce podziękować, że z niecierpliwością oczekujesz następnego działu i co dzień i w nocy, czytasz każdy mój post. 

~*~
- Gdzie oni się podziewają!?- Zdenerwowana i zniecierpliwiona Lily, wzrokiem wyszukiwała Dorcas i Syriusza, którzy już dawno powinni się pojawić na uczcie.
-Jak nie ma Łapy, to musimy odłożyć wielką niespodziankę na pojutrze. Tak specjalnie na rozpoczęcie lekcji. Spokojnie, nie martw się. Może gdzieś szaleją.- powiedział Rogacz, który już wyobraził sobie jak Dorcas i Syriusz zabawiają się w najlepsze w karecie.
- Och, naprawdę twoja mądrość jest tak powalająca, że, aż szkoda słów. Myślisz, że nie wiem o co chodzi z tą wielką niespodzianką? Nieważne.  Dorcas, choć jest lekkomyślna to nigdy by się nie przespała z jednym z Huncwotów.
- Dlaczego?- Wtrąciła się Janny, która siedziała pomiędzy Remusem, a Jamesem i jadła naleśnika z polewą czekoladową.
- Po prostu mamy taki układ.
- Czyli między nami nic nie zajdzie?- spytał się zdziwiony, wręcz zawiedziony Rogacz.
- Nie, no! Chyba coś w końcu do ciebie dotarło! Dajcie mi jakąś kartkę, muszę to gdzieś zapisać. Chyba wyślę list do Ministerstwa, że James Potter, myśli! A jego komórki mózgowe, wciąż działają- powiedziała Lily i zaczęła cicho klaskać, po czym zaśmiała się perliście, przez co James opuścił głowę spoglądając w tosta, który znajdował się na jego talerzu.
Kolacja dobiegała końca, a dwójki zaginionych przyjaciół, wciąż brakowało. Remus dopił swój sok dyniowy i w tym samym momencie całe jedzenie zniknęło ze stołów, a na ich miejsce znikąd pojawiły się desery, najróżniejszych smaków, po ciasteczka w toffi. Peter zabierał wszystkie smakołyki z przed nosa przyjaciół, oczywiście nie z zamiarem zjedzenia ich, tylko zapakowania do swoich pustych kieszeni, żeby później się nimi delektować w dormitorium.
- Naprawdę, brakowało mi Hogwartu- mówił z łezką w oku.
- Wiesz, że to nie jest zbyt zdrowe? Właściwie takie objadanie się nigdy nie jest zbyt dobre dla naszej formy-mówiła Emily.
-Dobra, Ems. Daruj nam tych wykładów. Lekcje zaczynają się pojutrze, co oznacza, że jutro mamy cały dzień dla siebie. Więc co robimy?- zapytała się Janny, kierując te pytanie do wszystkich zgromadzonych najbliżej jej osób.
- I znowu te głupie słowo „my”- westchnęła Ruda.
- Co, Evans? To, że nie lubisz mojego towarzystwa to wiem, ale żeby swoim przyjaciółką psuć zabawę, w miłym towarzystwie huncwotów to przesada. Wrzuć na luz, Evansówno.- Teatralnie James przewrócił oczami i machnął niedbale ręką jakby odganiał natrętnego owada. Oczywiście Lily nie była zadowolona z jego wypowiedzi. Czy naprawdę wszyscy uważają, że nie umie się bawić i psuje innym zabawę? O, nie. Udowodni im, że się mylą.
- Czy uważasz, Potter, że nie umiem się bawić?
- Ja tak nie uważam, tylko tak twierdzę. Chyba nigdy nie szalałaś na najwyższych obrotach. Bądźmy szczerzy, po prostu lubisz swoje nudne i monotonne życie za książkami i w bibliotece, niż ekstremalne i niebezpieczne życie, takie jakie ja mam.
Lily, gwałtownie wstała, kipiąc cała ze złości  i wylewając przy tym swój sok porzeczkowy.
- Doprawdy?! To dlaczego zainteresowałeś się taką nudziarą jak ja?!
- A to już moja sprawa. Założę się o cokolwiek, że nie umiałabyś zaszaleć tak porządnie, że nazajutrz gówno byś cokolwiek pamiętała.
- ZGODA!- krzyknęła na cały głos tak, że teraz wszyscy mieli zwrócone oczy w jej kierunku, a Peter zaczął się straszliwie trząść, tak jakby zobaczył dementora.
- Spokojnie, Evans. Co, zgoda?
- Jeżeli zrobię to, co powiedziałeś, to odczepisz się ode mnie raz NA ZAWSZE!
I nie czekając na odpowiedź wzięła torbę i pobiegła w stronę wielkich złotych drzwi, kierując swoje kroki ku pokojowi wspólnemu w swoim domu, Gryffindorze. Wszyscy odprowadzali ją wzrokiem, nawet nauczyciele, a kiedy w końcu zniknęła, automatycznie pary oczu zebranych w sali zwróciły się w stronę Rogacza.
-  Za dużo wypiła w te wakacje, dlatego jest taka zła! Lepiej sprawdzić zawartość jej torby, bo niewiadomo co się w niej kryje.- Krzyknął na całą Wielką Sale, przez co wszyscy zaczęli się śmiać, nawet sam dyrektor, tylko reszta nauczycieli niebyła z tego karygodnego, jak dla nich, zachowania zadowolona.
~*~
- Już widzę minę wszystkich osób jak tylko wejdą do tego pomieszczenia.
- Nie podniecaj się tak, Black. Przez ciebie nie zjadłam kolacji i umieram z głodu.
- Nie zapomnij co dla ciebie zrobiłem, Dorcuś.
Dorcas i Syriusz przyozdabiali pokój wspólny w najróżniejsze ozdoby. Syriusz zajął się barkiem, który w mgnieniu oka uzupełnił się ognistą whisky, sherry i innymi  trunkami, które miały tylko dodać trochę więcej rozrywki do organizowanej imprezy na cześć rozpoczęcia nowego roku. Oczywiście wszystko zostało przyniesione przez skrzaty, które pracują w kuchni i dzięki, którym ich zabawa mogła trwać wieki z dobrym prowiantem i butelkami alkoholu. Za to Dorcas zajmowała się muzyką, którą sama ułożyła. Była ubrana w krótką, czarną sukienkę z białą koronką, a do tego czarne wysokie obcasy, z odkrytymi palcami, które były pomalowane na kolor fioletowy. Swoje długie, czarne, kręcone włosy, związała w luźnego koka, a kosmyki jej kruczych włosów spadały lekko w jej oczy, zasłaniają przy tym jej orzechowe oczy, które były podkreślone czarną kredką, przez co jej spojrzenie kusiło każdego mężczyznę. Syriusz był odziany w luźną szkolną koszulę, z poluzowanym krawatem, którego oddała mu Dorcas zaraz po przyjściu. Jego czarne krótkie włosy, były w nieładzie, a jego błękitno-lazurowe oczy idealnie pasowały do jego kremowej karnacji.
- Dorcas, mam pytanie. – powiedział Syriusz, który skończył swoją czynność i wolnym krokiem zaczął podchodzić do dziewczyny, która zajmowała się dużym radiem z wielkimi wzmacniaczami.
- Nom? – Stał tuż za nią. Nie odwróciła się, a on poczuł zapach jej poziomkowych perfum, które dostały się do jego nozdrza. Nagle zapomniał o co miał się zapytać. Musiał to przyznać, podobała mu się, ale na jedną noc to by się przydała. Słyszy od wszystkich, że jest wręcz rewelacyjna w tych rzeczach, a Syriusz lubi wyzwania. Powiedzmy, że chce dodaj ją do swojej listy zaliczonych dziewczyn. Może kiedyś będzie taka chwila, w której ich zmysły się pogłębią, a namiętność zdobędzie ostatni poziom. Powiedzmy tylko tyle. To będzie dobry seks, ale tylko na jedną noc. Bo przecież od tego są dziewczyny, nie? Kocha się je, ale w przypadku Łapy, kocha się je tylko jedną noc. I to kilka naraz. Kiedy dziewczyna nie dostała zadanego jej pytania odwróciła się i od razu zatopiła się w jego oczach.
- Eee, jak tak chłopak się tobą podniecił to chyba dobra jesteś w te klocki – przerwał tą wyjątkową chwile.
- To nie jest pytanie, Black. A teraz spadaj. Idź dokończyć robotę zanim…- Ale nie było dane jej dokończyć, ponieważ dziura pod portretem otworzyła się, a przez nią przeszła Ruda, w bardzo złym humorze. Kiedy tylko stanęła na środku ich „byłego” pokoju wspólnego i ogarnęła wzrokiem całe pomieszczenie, musiała zdusić w sobie okrzyk zachwytu, zdziwienia i złości.
- Co to ma być?
Cały pokój był przystrojony specjalnie na imprezę. Sam środek, gdzie powinny stać meble, był pusty, tak żeby było miejsce do tańca, a ściany były udekorowane różnymi plakatami z napisem : ZNOWU ROK SZKOLNY, OBLEJMY I ZOSTAŃMY TU JAK NAJDŁUŻEJ, BO PRZECIEŻ KOCHAMY NASZĄ SZKOŁĘ! :, oczywiście logo wymyślone przez, Blacka.
Na podłodze leżały, różnokolorowe balony z wymalowanymi buźkami, które pokazywały język i śmiały się w niebo głosy, a nieco dalej co kilka minut wybuchały konfetti, które rozpraszały się po pomieszczeniu. W kącie stał wielki barek, z różnymi trunkami, a przy nim stały bardzo dużo, jak na rozmiary normalnych, głośniki, które tylko czekały żeby je włączyć. Po prostu można rzecz, że pokój był idealnie przystrojony na imprezę, która miała się pewnie odbyć za kilka minut. Ruda, wciąż z otwartą buzią stała na pustym parkiecie i oglądała ciężką prace swoich przyjaciół. Nie wiedziała co ma powiedzieć, wręcz nawet nie była dumna z ich starań bo wiedziała, że i tak pójdą na marne, jak tylko otworzy usta. Ale za nim chciała się na nich powydzierać, to Syriusz znacznie wyprzedził jej niedokonaną czynność.
- Wiedz, że bardzo cię kochamy, Liluś i bardzo nam zależy żeby dobrze uczcić powrót do szkoły. Do tego i tak dziś jest sobota, więc mamy prawo zaszaleć!- Syriusz, który już dawno opuścił głowę w geście rezygnacji, i pójścia do swojego dormitorium, nagle usłyszał nierealne słowa, wychodzące z ust Lily.
- Ależ ja nie chce na was nakrzyczeć- rzekła bo nagle sobie przypomniała dlaczego się tu znalazła przed innymi uczniami –Chcę się spytać, czy może wam w czymś pomóc.- I uśmiechnęła się tak szeroko, że Dorcas niemal co się potknęła i runęła na ziemię, a Syriusz zaczął niepohamowanie kaszleć i dyszeć ze zdziwienia. Oboje mieli szeroko otwarte oczy, a kiedy tylko ochłonęli i chcieli coś na to odpowiedzieć, dziura w portrecie otworzyła się, a przez nią przechodziła reszta uczniów wracająca z uczty.
- Łapo, co tu się dzieje?- zapytał się James, który przecisnął się przez tłum i stanął obok Lily, która nawet nie raczyła się na niego spojrzeć.
- IMPREZA! – krzyknęła Dorcas, i włączyła muzykę, która rozproszyła się po pomieszczeniu. Oczywiście wraz z Blackiem kilka minut wcześniej, zanim pojawili się imprezowicze, rzucili na całe pomieszczenie zaklęcie Mufflito, które powoduje, że nikt nie może usłyszeć co się tu będzie dziać, z zewnątrz, oczywiście chodzi im o upartych nauczycieli, którzy nie pozwalają uczniom pić, palić i robić różne niewymyślne rzeczy. Chyba się domyślacie jakie. Głupi nauczyciele.

So let's get a party going, let's get a party going!
Now it's time to party and we'll party hard, party hard!
Let's get a party going, let's get a party going!
When it's time to party we will always party hard
Party hard, party hard, party hard, party hard party hard, party
hard, party hard party hard, party hard, party hard...*


Po puszczeniu muzyki, wszyscy uczniowie, poza mniejszymi uczniami od pierwszego do czwartego roku, wtoczyli na parkiet, zdejmując uciążliwe szaty szkolne. Dorcas była odpowiedzialna tymczasowo za sprzęt od muzyki, więc stała na miejscu DJ’a i krołysała się w lewo i w prawo, kręcąc przy tym wdzięczne tyłkiem, w rytm muzyki. Syriusza otoczyła grupka ich fanek, które śmiały się unosząc do góry ręce, i przekładać z nogi na nogę swój ciężar ciała. Każda uwodziła go na swój sposób. Jedna pociągała go za krawat, druga bawiła się jego guzikiem, a inne robiły tak żeby patrzył się na ich duży dekold, po prostu można rzec, że chcą go zgwałcić. Remus usiadł w kącie, niedaleko kominka, w którym palił się ogień, dając przy tym ciepło i oświetlenie, a tuż obok niego usiadła Emily. Janny nie trzeba było powtarzać co ma robić. Od razu wtoczyła się na parkiet, tuż za innymi uczniami i bawiła się w najlepsze. Peter zajął jedną z kanap i zaczął konsumować swoje smakołyki, zabrane z uczty, oglądając przy tym roztańczonych uczniów. Barek powoli zaczął się opróżniać, a dziewczyny powoli traciły zbędne ubrania, chłopcy zaś są prowadzeni przez dziewczyny do dormitoriów z zamiarem…. Chyba wiecie jakim. Lily zeszła na bok, ponieważ była wciąż popychana przez innych balangowiczów, którzy w przeciwieństwie do niej dobrze się bawili. Nie cieszyła się z tego, że nie może przerwać imprezy, ale obiecała temu nadętemu, głupiemu, egoistycznemu, napuszonemu… ech, no Jamesowi, że udowodni mu, że umie się dobrze bawić. Zaczęła błądzić po pokoju swoimi oczami z zamiarem odnalezienia go i postawienia warunków co do niedawnej ustalonej umowy.
- Kogo szukasz, kochanie.- Usłyszała cichy szept, tuż przy swoim uchu, a że było to z zaskoczenia wydała z siebie pisk, zwracając przy tym uwagę najbliższych w jej otoczeniu osób. Kiedy odwróciła się i spojrzała w jego orzechowe oczy powiedziała:
- Na pewno nie ciebie, Potter.
- Chyba czas zaszaleć, nie uważasz? Czy może jednak się cykasz i przyznajesz mi rację?
- Nigdy się nie poddaję.
- To dobrze, masz.- I podał jej kieliszek, z różowym płynem.
- Co to jest?- zapytała biorąc od niego napój.
- Tonik na nerwy.
- Śmieszne.
- A więc zdrowie za nowy rok!- i stuknął swój kieliszek, o kieliszek Lily. Pod nosem, tak żeby nikt nie usłyszał szepnął- I za nas, Evan.- uśmiechnął się łobuzersko. Już wiedział, że dzięki dzisiejszej imprezie, zdobędzie ją na sto procent. Kocha ją, po prostu ją kocha. A jak będzie pijana i nieźle odstawiona, będzie się z nią kochał w tak szaleńczy sposób, że nie zapomni tego, choć będzie pijana, do końca życia.
~*~
*Andrew W.K. - Party Hard

1 komentarz:

  1. Mogę być tym Ktosiem ! ;D Świetna nn. Ale James chyba jej nie zgwałci ._.

    OdpowiedzUsuń