sobota, 1 grudnia 2012

Rozdział 6



Jest taka dobroć, co serce ogrzeje,
przyniesie radość i nowe nadzieje,
i nową wiosnę, która budzi życie,
jej świergot ptaków w woń bzów o świcie,
która urodą duszę rozpromieni,
by kwiaty nieba rozsiewać po ziemi.

~*~


Co to jest, że wszystkich na kolana powala?
Membrany, ściany, bębenki rozwala
W powietrze wypierdala,
to, to, to, to, to to nowa fala (x2)*



Nieważne, że wszyscy podnosili ręce i skakali tak jakby mieli dosięgnąć nieba. On tylko jak wszedł do pokoju, od razu pochwycił pełną butelkę wódki „Jack Daniel’s”, i pociągnął z niej spory łyk. Nie chciał już niczego pamiętać, upić się, położyć, zasnąć i wstać nie pamiętając niczego. Tak stracić na chwile głowę w jedną nockę. Zrobić coś szalonego, tak szalonego, że jak ktoś spyta to on odpowie „to przez ten alkohol”. Taak, najlepsza wymówka.
- Remus!- krzyczał ktoś za nim, ale on podążał dalej.- Remus! Lupin, stój, że do cholery!- Emily, szarpnęła go za rękaw i odwróciła go do siebie, żeby patrzył jej w twarz. Był już lekko odstawiony, chwiał się i miał nieobecny wyraz twarzy.
- Remusie, co się stało?
- Spadaj. Nie chce z nikim gadać.
- Przestań się zachowywać jak świnia. Chcę ci pomóc.
- Przestań się o mnie martwić. Przecież nie jesteśmy razem, więc nie licz na nic. Kurwa, ja nawet za tobą nie przepadam. W ogóle wszystkie laski to dziwki, więc dlaczego ty masz do nich nie należeć? Myślisz, że nie wiem, że mnie nie chcesz? Takie naiwne, takie drobne i takie niewinne. Żal mi was, a najbardziej ciebie, Emily.- Nie zrobiła nic. Patrzyła tylko na jego twarz, a w jej oczach powoli zbierały się gorzkie łzy. On, również nie zrobił sobie z tego nic wielkiego. Przecież zaraz dziewczyna się rozklei, a on ją ominie, jak jakąś tanią dziwkę. Och, Remus, patrz jak się stoczyłeś. On, nie czekał już na jej odpowiedź, po prostu szarpnął swoją ręką, wyrywając się z ucisku dziewczyny. Kolejny raz wziął spory łyk kilku procentów, i zaczął podążać w stronę swojego dormitorium. Po drodze popychał przytulane do siebie pary, a po policzku Emily poleciała pierwsza łza. Zdrowie za nieszczęśliwą miłość!


Przecież nie tak miało być
Ja chyba zwariowałam z Tobą
Oszalałeś ze mną Ty
Zbudziłeś mnie w środku dnia
I teraz nigdy więcej
Nie chcę, nie chcę
Nigdy więcej już nie chcę spać**

~*~
Zahn bawił i bawi się wręcz doskonale. Wciąż otoczony gronem dziewcząt, wciąż się śmiejąc i popijając w najlepsze tak jakby nic się nie zdarzyło w przedziale pociągu z Dorcas Medowes, która wciąż się nie pojawiała na własnym przyjęciu powitalnym. Nagle jakaś piękna dziewczyna podeszłą do niego, i na blacie tuż obok barku położył przed nim koperte.
- Co to jest?- zapytał. Nie odpowiedziała tylko odeszła.
Postanowił zobaczyć co znajduje się w tej kopercie. Kiedy tylko zajrzał do środka i wyciągnął z niej list, od razu wziął się za czytanie.

Nie znasz mnie, ale wiedz, że cię pragnę od dłuższego czasu. Proszę, przyjdź na błonia za piętnaście minut. Obiecuje, że nie zapomnisz tej nocy do końca życia.
~Twoja wielbicielka.

Zahn wstał tak gwałtownie z obracającego się krzesełka, że aż kilka osób podskoczyło. Nie trzeba go było przekonywać, od razu zaczął biec w kierunku wyjścia, by dotrzeć po chwili na błonia. Znalazł się tam pięć minut wcześniej, a chłodne powietrze uderzyło w jego twarz. Opadł, ciężko dysząc na trawę i czekał na swoją uroczą wielbicielkę, która umili mu resztę nocy.
Czekał kilka, później kilkanaście minut, ale nikt nie nadchodził. Nagle usłyszał cichy pisk, dochodzący z zakazanego lasu, a głos wskazywał na to, że jest on dziewczęcy.
- Halo? Ktoś tam jest?
 Pomyślał, że to może ta jego „tajemnicza” dziewczyna chce go zwabić, ale kiedy zbliżał się w coraz to bardziej ciemny głąb zakazanego lasu, zdał sobie sprawę jak bardzo się mylił. Kiedy zatrzymał się w połowie drogi i miał zamiar zawrócić do punktu wyjścia, nagle za krzaków wyskoczyła czarna puma z wąskimi zielono-złotymi oczami, które połyskiwały na tle czarnego i opustoszałego lasu. Zahn nie wiedział co miał robić więc zaczął powoli cofać się do tyłu, ale puma tylko ryknęła głośno i przeciągle, poczym rzuciła się na niego, wyciągając przy tym swoje długie i ostre pazury. Zaczęła go drapać, przez co na jego skórze pojawiały się liczne i głębokie cięcia, które zaczęły intensywnie krwawić. Kiedy cały pokrwawiony chłopak leżał na ziemi, Dorcas jako puma, zaprzestała ranienia go. Zostawiła go krwawiącego na skraju zakazanego lasu.
~*~
Trzy nagie dziewczyny, dotykały mięśni samego, również nagiego Syriusza Blacka. Selen zaczęła całować szyję ciemnowłosego chłopaka, a Franky usiadła okrakiem na jego kolanach.  
- Czekajcie. Prezerwato-zjawiator!- jak już wyczarował sobie kondom, przyciągnął do siebie Tine i pocałował ją namiętnie w usta. Nastawił swojego członka tak, żeby Franky mogła łatwiej wejść.
- OCH! O TAK!- krzyczała tak głośno, że pewnie na dole gdzie wciąż grała głośno muzyka, uczniowie ją usłyszeli.
Franky, zaczęła coraz szybciej się poruszać, Selen coraz namiętniej całowało go po każdej odkrytej części ciała, a Tina podeszła do Franki od tyłu i zaczęła ugniatać jej piersi, zataczając włoku jej sutka swój język.
- Ooo, tak. Kocham cię Tina. Oralna symulacjaaaa sutków. Mrrrrrrrrrrr…- nie wiedziała co ma robić. Najmniej niedopieszczoną kobietą z tej trójki była Selen, która przestała już całować mięśni Syriusza. Franky zeszła z Syriusza i popchnęła go na łóżko, przez co Black teraz leżał na plecach i patrzy się na trzy nagie, piękne, dziewczyny.
- No, to teraz Black przygotuj się na ostry seks!- I wszystkie dziewczyny rzuciły się na niego. Syriusz zaczął ugniatać rękoma piersi Selen, za to Tina zaczęła robić teabagging, Syriuszowi. Franky podeszła do odbytu schylającej się Tiny i wykonała pozycje anilingus. Wszyscy byli dopieszczani na swoje sposoby, każdy jęczał i ciężko oddychał. Moszna Syriusza była pieszczona przez kilka minut, on nie zostawał dłużny innym. Pozycja 69, cunnilingus, fellatio i wiele innych pozycji było użytych podczas tej orgii. Kiedy wszyscy doznali orgazmu do pokoju wszedł zszokowany i pijany Lupin.
- O żesz, kurwa! Co wy do cholery robicie?- Krzyknął na cały głos. Przecież ile osób widzi cztery kochające się osoby na jednym łóżku.
- Och, Lupin. Yyy, może chcesz do nas dołączyć? – powiedziała zawstydzona Tina, która automatyczni zeskoczyła z łóżka i zasłoniła rękoma swoje intymne miejsca.
- Jeszcze pytasz. – i zaczął się rozbierać, dołączając do wspólnej orgii. Remus podszedł do wciąż stojącej Tiny, poczym złapał ją za rękę, którą zasłaniała swoje piersi. Kiedy już je ujrzał, które były  z twardymi sutkami, schylił się i zaczął ssać jej. Robił to tak dobrze, że dziewczyna za każdym razem łapała jego głowę, przyciskając, żeby tego nigdy nie przestawał. Zostali nago, a Remus już skończył swoją dawną czynność, i kazał usiąść na podłodze.
- Poczekaj. Wiem jak możemy umilić sobie tą noc. – rzekł Lunatyk.
- No jak, Lunatyczku?- spytał się Syriusz, któremu Selen robiła laske, a Franky wkładała jego palca do swojej pochwy, podrażniając przy tym łechtaczkę.
- Może ktoś się skusi na coś lepszego, niż ten gówniany alkohol?
- Dragi?
- O tak! – Remus podszedł do swojego łóżka, i z nocnej szafki wyciągnął foliową paczuszkę z białym proszkiem w środku. Otworzył ją i śliniąc mały palec, zamoczył go w zawartości opakowania i wciągnął jedną dziurką nosa, a następnie drugą. Następnie podał resztę, swoim towarzyszą.
Po pięciu minutach, wszyscy byli naćpani i tańczyli, wśród wirującej, nieznanej im melodii. Później zaczęła się kolejna orgia. Dzięki tym osobą i narkotykom, uznali, że to jest najlepsza nocka w ich życiu. Rozpoczęcie roku uważają za rozpoczęte.

Chcę powiedzieć Ci,
Że pewna rzecz bardzo mnie kręci mnie kręci mnie kręci...
A ja wstydzę się,
I powiem tak, to bardzo proste to proste to proste...
Wiem, każdy jej chce
I nawet Ty, kiedy tak
Stoisz, patrzysz, czujesz, pragniesz...***



~*~

Dochodziła godzina piąta trzydzieści. Na parkiecie znajdowało się coraz mniej tańczących par, a niektórzy nawet zasnęli na podłodze lub przy stole. Matty i Janny dawno temu już zniknęli z polu widzenia, za to Emily zatopiła swoje smutki w wódce. Nie wierzyła, że Remus powiedział jej, aż tak drastyczną prawdę, przecież ona go kocha. Nawet zachowała swoją cnotę tylko dla niego, bo chce żeby to właśnie on stał się jej pierwszym mężczyzną, któremu odda się całkowicie, a tym czasem to on obrzucił ją błotem. Właśnie dopijała już szóstego mocnego drinka, gdy do barku przysiadła się, Janny. Włosy miała w nieładzie, rozpiętą koszulkę i poluzowany krawat.
- Hejka, ślicznotko. Co taka samotna jesteś?
- Nie chce żyć. – I pociągnęła całym duszkiem, zawartość szklanki.
- Co się stało?
- Zostaw się. Chce się pogrążyć w litrach alkoholu. Odejdź stąd.
- Dobra!- już miała odejść, gdy w połowie kroku zatrzymał ją Matty.
- Tutaj jesteś, Janny. Szukałem cię. Przyszłaś po picie, a już cię sporo czasu nie ma. O, a kto to jest?
- To jest Emily Rose. – po słowach Janny, Matty podszedł do Emily i pocałował ją w przegub dłoni.
- My już idziemy Ems. Miłej zabawy. – I już pociągnęła Matty'ego za sobą, ale ten ani drgnął. Przysunął się do niej jak najbliżej, tak żeby to tylko ona usłyszała co ma jej do powiedzenia.
- Może ją przygarniemy?
- ŻE CO?!
- Spójrz na nią. Biedna, samotna i pozbawiona towarzystwa. Przyda jej się odrobina „dobrej” zabawy.
- Dobra. – odwróciła się na pięcie i znowu stanęła twarzą w twarz z załamaną i upitą Rose. – Chodź Ems, pokażemy ci co to znaczy zabawa. – Poczym bez oczekiwania na odpowiedź, pociągnęła ją za rękaw i wraz z Matty'im zmierzali w kierunku dormitorium dziewcząt. Oczywiście zdjęli zaklęcie, przeciwko chłopakom.
~*~
Powolnym krokiem przemierzał korytarz, wciąż się uśmiechając do samego siebie. Nie mógł uwierzyć, że wiecznie niedostępna i uparta Evans mu podziękowała za ratunek. Jest wręcz wniebowzięty, bo w końcu będzie patrzeć na niego jak na „normalnego” chłopaka. Jest jej bohaterem, któremu jest winna pewien dług. Kiedy przeszedł przez dziurę pod portretem, bez zastanowienia przemierzał prosto do swojego dormitorium. Nie marzył już o niczym innym, jak nie o ciepłym łóżku. Kiedy przechodził przez parkiet, na którym kołysały się tylko dwie pary, potknął się o leżącego na wejściu, śpiącego Petera. Jego wielki brzuch, wystawał mu poza koszulkę, a jego spodnie były w połowie ściągnięte. Na twarzy ktoś domalował mu wąsy, a na jego tłustych włosach, znajdował się jakiś biały śluz. Nawet nie chciał wiedzieć, co to jest. Już nie miał zamiaru wpatrywać się w obślizgłego Glizdogona, tylko ruszył dalej. Kiedy doszedł już do drzwi od swojego dormitorium, bez pukania, od razu otworzył je, a co zobaczył to już go kompletnie zszokowało. Dwie dziewczyny, pieściły Syriusza Blacka, a na podłodze Remus z jakąś panną uprawiał seks bez penetracji.
- Co wy tu robicie, do chuja!!! – po jego wrzasku wszyscy zaprzestali swoje czyny, które dotychczas robili.
- Jameeeeees! Stary, dołącz do naaas! – krzyczał na całe gardło Syriusz.
- Spierdalać stąd! Natychmiast! NOW! – po tym, nikt już nie umiał się sprzeciwić. Dziewczyny szybkim krokiem, zebrały z podłogi swoje ubrania i chwiejnym krokiem wyszły z pokoju.
- Pojebało was?! – tym razem Rogacz zwracał się do narajanego Remusa i Syriusza.
- James, przepraaaszamy, ale Lunatyk miał zjeeebany dzień i teeen, noo. No wiesz. Stary, no. – jąkał się niemiłosiernie, tak jakby chciał powiedzieć najprostsze zdanie w dwudziestu siedmiu językach.
- Idźcie spać, wy zjeby.

~*~
Księżyc o jodłę
Zaczepił rogiem
Trudno mu będzie
Za górę się zaszyć****


Wracała do siebie, choć nie wiedziała gdzie iść. Zrobiła wielki błąd, ale musiała się na nim zemścić. Nie może tak po prostu odejść, po tym co zrobiła Zahnowi. Chciał ją zgwałcić. Musiał zapłacić za swoje złe czyny. Ale pytanie brzmi dlaczego ona czuje się winna? Przecież powinna cieszyć się z tego, że zostawiła go całego podrapanego na skraju Zakazanego Lasu, a może jednak nie? Nie, ona nie jest, aż tak złą osobą.
Szła w rozpiętej koszulce, przez co było widać jej kremowy stanik i majtki z kokardą. Ubrania zostawiła przy brzegu jeziora, ale dała radę tylko założyć bieliznę i zarzucić jeszcze koszule. Zatrzymała się w połowie drogi. Ona tak nie może postąpić. Przecież Dorcas jest dobrą osobą, i nie będzie się zniżać do takiego poziomu jak Zahn. On już odpłacił za swoje czyny. Długo nie zastanawiała się nad tym, więc wyjęła z torby kartkę i długopis, pisząc na niej, starając się tak aby nie poznano jej charakteru pisma :


Na skraju lasu znajduje się Zahn, który został zaatakowany przez zwierzę. Proszę o pomoc.


- Wysyłkus-Pomfrey! – I list z jej ręki powędrował do skrzydła szpitalnego. Była dobrym człowiekiem, tylko za późno to dostrzegła.

~*~

* Grubson- Nowa Fala,
** Natalia Kukulska- Zakochani,
*** O.N.A- Pieprz,
**** Stare Dobre Małżeństwo- Czarna Suka.


~*~*~*~
Notka beznadziejna. Spać mi się chce i ledwo co ją skończyłam. W piątek wymiotowałam, a dzisiaj dwa razy zemdlałam (pobranie krwi, a strasznie się boję igieł).. więc notka, ledwo co. Przepraszam za błędy.

2 komentarze:

  1. Mogła go zostawić ! ._. To idiota, chciał ją zgwałcić ! Haha. James nie chciał orgii.. LEJĘ z tego ! XD Ale nie no ! Zajebisty rozdział ! Pisz dalej ! *o*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, wielkie. Tw też jest fenomenalny, mój niestety nie. Notka pojawi się w sobotę, jak będziesz jeszcze chciała czytać. ;)

      Usuń