„Szukam Cię – a gdy Cię widzę,
Udaję, że Cię nie widzę”
Kazimierz Przerwa-Tetmajer.
~*~
Otworzyła
oczy kiedy, usłyszała budzi , który wskazywał dziewiątą czterdzieści pięć.
Powoli wstając, wyciągnęła się i mocno ziewnęła. Dziewczyna o czarnych długich
i kręconych włosach z złocisto- karmelowym
odcieniu oczu, siedziała na łóżku i starała sobie przypomnieć czy niczego nie
zapomniała zapakować do Hogwartu. Na nocnym stoliku leżało zdjęcie, w którym postacie
się ruszały i wygłupiały. Na tym zdjęciu były jej najlepsze przyjaciółki, Lily
Evans, Janny Sparks i Emily Rose, oraz ich ‘towarzysze’ czyli czwórka, najbardziej
rozrabiających, kłopotliwych i wnerwiających ludzi znanych jako Huncwoci. Do tej elity należą James Potter, Syriusz
Black, Remus Lupin i Peter Pettigrew. Zdjęcie zostało zrobione w czwartej klasie, w
Hogsmade, gdzie chłopcy wymyślili sobie, że zrobią z nimi bitwę na śnieżki.
Ruda oczywiście była zła, na Pottera za to, że się do niej przystawia, bo na
zdjęciu Lily krzyczała na niego i robiła się czerwona, na co James jeszcze
bardziej się szczerzył. Obok niego stał jego najlepszy przyjaciel Syriusz,
znany też jako Łapa, który patrzył się za dziewczyną, która wdzięcznie kręciła
pupą. Przed nim, niedaleko Lily stała Dorcas, która trzepotała rzęsami do
fotografa, a z prawej strony stał Lupin z otwartą książką nad którą Emily się
schylała i pytała się go czy jest ciekawa. Za to Janny nie mogła przestać się
śmiać z Glizdogona, który wsadził za dużo czekoladowych żab do buzi, a
zakrztuszając się, jego twarz przybrała, purpurowego odcieniu. Dorcas nigdy nie
zapomniała tego dnia, bo właśnie w tamten dzień słynni Huncwoci stali się dla
niej jak przyjaciele, z którymi się można pośmiać. Albo raczej z jednym,
Lupinem, który w odróżnieniu od reszty jest chyba najnormalniejszy. Uśmiechając
się pod nosem, Dorcas wstała z łóżka i biorąc do ręki zdjęcie, zapakowała je do
torby. Później ubrała się w czarne postrzępione dżinsy i granatową koszulkę z
logiem Batmana, a do tego założyła na nogi czerwone trampki z napisem Convers i
swoją ulubioną biżuterie. W odróżnieniu do innych czarodziej, lubiła mugolskie
ubrania, szczególnie po tym jak u Lily obejrzała program „Mango”, gdzie robili
wyprzedaż, słynnych stroi, noszonych przez same gwiazdy. Nałożyła lekki makijaż
i zeszła po schodach na dół, gdzie czekało na nią śniadanie. Po zapachu, można
było się domyśleć, że jest to jej ulubiona potrawa, czyli naleśniki. Gdy zaszła
do kuchni, jej mama Liza, która była ubrana w suknię w kwiaty, podała jej
naleśniki i kazała usiąść.
-Dzień dobry, kochanie. Och, a coś ty na sobie masz?! Gdzie
jest ta piękna suknia, którą ci kupiłam specjalnie na dzisiejszy dzień? Chyba
nie muszę ci mówić, że chcę żebyś wyrosła na schludną osobę, a ten twój ubiór
jest karygodny. Dziś jedziesz do Hogwartu! Nie możesz przecież paradować w
takim kostiumie. - powiedziała Liza i
usiadła naprzeciwko swojej córki. Teraz czy Dorcas chciała czy nie, musiała się
spojrzeć na swoją mamę.
- Ciebie też miło widzieć, mamo. O co ci chodzi? Przecież to
jest najnormalniejszy strój jaki wymyślono. Nie uda ci się ze mnie zrobić
jakiejś zniewolonej pannicy, matko. Przykro mi, ale twoje starania idą na
marne.- powiedziała Dorcas.
-Och, co ja mam z tobą zrobić, dziewczyno.- rzekła Liza-
Szykuj się. Za pół godziny wychodzimy. Musimy zdążyć na pociąg Ekspres Londyn-Hogwart,
a przecież wiesz, że o tej porze są korki. Użyjemy kominka w salonie, więc
migiem, zjadaj i znikaj mi się szykować. Przynajmniej pojawimy się tam o
odpowiedniej godzinie, jak to na damę przystało. –powiedziała, po czym wyszła z
kuchni do salon przyszykować proszek Fiuu. Dorcas, za jakieś pół godziny miała
pojawić na dworcu King Cross, gdzie przejdzie przez bramkę 9 i ¾, po czym
będzie czekał na nią pociąg, który zawiezie ją do Szkoły Magii i Czarodziejstwa
w Hogwarcie. W końcu spotka się ze swoimi najlepszymi przyjaciółkami, oraz ze
swoimi dręczycielami czyli Huncwotami.
Nie myśląc już o niczym innym, dokończyła naleśnika z cukrem i pędem
ruszyła po kufry. Po kilku minutach,
była już w kominku z proszkiem w ręku. Krzyknęła tylko „Na King’s Cross” i
zniknęła w zielonych płomieniach.
~*~
Pewna rudowłosa dziewczyna o zielonych oczach, pałętała się
po domu szukając, odpowiednich rzeczy, które miała zabrać do Hogwartu.
- Petunio! Gdzie są moje rzeczy! Oddawaj mi je natychmiast!-
krzyczała wciąż na cały dom. Po chwili przy progu jej drzwi pojawiła się jej
siostra, która naśmiewała się pod nosem. Miała końską twarz i bardzo długą
szyje. Lily zazdrościła jej tylko tego, że była strasznie chuda, przez co ona
dostawała kompleksów, bo uważa się za dość tęgą osobę.
- Widzisz dziwolągu, ja choć nie jestem tym czymś co ty,
wiem wszystko co gdzie dokładnie leży. A patrząc na ciebie, aż chce mi się
płakać, bo nie widziałam tak ciężkiej choroby psychicznej.
- Och, odezwała się stara sknera. Ciekawi mnie, kto
zechciałby się z tobą w jakikolwiek sposób związać. Pewnie w szkole się z
ciebie naśmiewają. – powiedziała Lily, która wciąż pakowała wszystko co
popadnie do kufra.
- A no właśnie. Ja, w odróżnieniu do innych, mam wielu
adoratorów. W święta przychodzi do mnie mój chłopak, Veron i nie chce, żebyś mi
przyniosła wstydu, jasne?- powiedziała Petunia, która wciąż patrzyła jak męczy
się jej siostra.
- Ja przynieść ci wstyd? Za żadne skarby! – prychnęła pod
nosem Lily i zamykając kufer na cztery spusty, wzięła go pod rękę i wyszła z pokoju.
Przy progu drzwi, o który opierała się Petunia, zatrzymała się i powiedziała- A
tak właściwie, mam kilkoro adoratorów. Jednym z nich jest na przykład sławny,
James Potter, który jest na sto procent ładniejszy od twojego ukochanego.- po
chwili dopiero zrozumiała co powiedziała. Powoli chciała sobie to wszystko
poukładać w głowie. Czy ona powiedziała, że James Potter, ten sławny szukający
jest ładny i uważa go za adoratora? Przecież ona go nie cierpi, a szczególnie
za te jego odzywki typu „Umówisz się ze mną, Evans?”, na które zawsze odpowiada
„Spadaj, Potter”. Już sześć lat, znosiła tego nadętego kretyna, ale musiała
przyznać, że nie przeżyłaby bez swoich
przyjaciółek. Ciekawiło ją czy Dorcas się znowu nie zmieniła przez te wakacje.
Zawsze co roku jak wracały do szkoły, przybierała co nowego to stylu. Za to
Emily, jak zawsze była cichą i skrytą osobą, więc mówiła tylko skrócone
historyjki swoich przygód, ale za to Janny zawsze umiała mówić jak najwięcej.
Nigdy się jej buzia nie zamykała, a kiedy już zamilkła, brakowało im jej głosy
więc, namawiały ją na dalsze opowiastki. Ech, i jeszcze Huncwoci, którzy są
znani z tego, że przez jeden dzień umieją zarobić sześć szlabanów, posłać trzy
osoby do skrzydła szpitalnego przez ‘urazy’ dokonane przy ich dowcipach i
oczywiście umieją stracić pięćdziesiąt punktów, których nawet nasz dom, Gryffindor,
jeszcze nie zdobył. Ciekawiło ją też, co robi jej były przyjaciel Severus
Snape, przez którego płakała przez prawie całe wakacje dlatego, że nazwał ją „brudną
szlamą”, kiedy stanęła w jego obronie. Oczywiście huncwoci, najbardziej się na
nim wyżywają i przezywają go „Smarkelusem” , ale oni nie tylko nie znoszą Snape
tylko też jego przyjaciół, którzy chcą w przyszłości zostać , jak oni ich
określają „Śmierciojadkami”, którzy służą Sami-Wiecie-Komu (Voldemortowi). W
tamtym roku na rozpoczęcie przyrządzili ‘miłą’ niespodziankę całemu stołowi Slytherinu.
Do ich jedzenia powrzucali łajno bomby, przez co wybuchły, rozpryskują przy tym
jedzenie na ich twarze, a do tego jeszcze ten zapach. Po czterech dniach jak
się przechodziło obok jakiegoś ucznia Slytheriunu, czuć było od niego
niewyobrażalny smród. Tak, to są nasi rozrabiacy, którzy co roku mają nowe
niespodzianki, a ich dowcipy się nigdy nie powtarzają. Ciekawe co w tym roku
wymyślą.
~*~
- James, stary pospiesz się- powiedział zdenerwowany Syriusz
Black, który czekał pod łazienką jakieś piętnaście minut. Nie dziwi się, że
poranna łazienka, przez Jamesa jest tak długo zajmowana. Przecież też jest
huncwotem i wie ile trzeba poświęcać czasu na tak piękny wygląd.
- Już- powiedział po chwili James, wychodząc z łazienki.-
Cała jest do twojej dyspozycji, ale się pospiesz bo za dziesięć minut
wychodzimy.
- Och, jak ja się teraz wyrobię?- krzyknął Black, po czym
wpadł do łazienki i zaczął poprawić swoje czarne włosy.- Więc, szósty rok w
Hogwarcie. Jak myślisz, coś się zmieni? Może w końcu Ruda ci da szanse?
- Hah, wątpie, ale wiesz chyba coś sobie uświadomiłem w te
wakacje. Wiktoria dała mi dużo do
myślenia, w sprawie dziewczyn. Kurcze, nawet mi jej trochę brakuje.
- Zaraz, zaraz. Która to? Ta blondynka czy brunetka?
- Brunetka.
- A no, też bym przy niej złamał kilka reguł. Szczerze.
Dobra w te klocki?- powiedział Łapa uśmiechając się przy tym huncwocko.
- Nigdy nie zaliczyłem takiej dziewczyny. Było nieziemsko,
wręcz jakbym pieprzył się z aniołem, w ciele, a w duszy z diabłem. – westchnął
James, na tamte niezapomniane wspomnienie.
- No to musisz przyznać, poszalałeś w te wakacje.
- Nie tylko ja Łapo. No, przyznaj się. Ile tym razem
zaliczyłeś?
- Jezu, to chyba mamy za mało czasu, żebym miał ci o tym
mówić. Opowiem ci w pociągu, a teraz chodź, bo się jeszcze spóźnimy- rzekł
Syriusz, po czym wyszedł z łazienki, wziął kufel i wraz z Jamesem ruszył do
wyjścia.
~*~
- Nie bądź gorszym od innych.
- Obiecuje.
-Służ tym, którzy dadzą ci coś w zamian.
- Obiecuje.
- Zrób tak, by Czarny Pan był z ciebie dumny.
-Obiecuje.
- Bym ja również, był z ciebie dumny, Peterze.
- Obiecuje, ojcze.
~*~
- Synku, nie jesteś gorszy od innych, zrozum to w końcu.
Dumbledore ci pomógł i nie powinieneś marnować jego starań. Bo przecież w
końcu, ilu nauczycieli poświęcałoby swój cenny czas swoim uczniom? To, że
jesteś, tym kim jesteś, nie zmienia faktu, że w głębi duszy jesteś dobrym
człowiekiem. Zapamiętaj, że nieważne jakim człowiek jest potworem, w jego duszy
nadal tkwi odrobina dobra, tylko to od nas zależy czy chcemy ją odnaleźć w
sobie, czy nie. A teraz idź, zmykaj. Pewnie twoi koledzy już na ciebie
czekają.- powiedziała Pani Lupin, która na pożegnanie, pocałowała Lupina w
policzek. Uśmiechnęła się blado i pomachała odchodzącemu Remusowi, który
zmierzał właśnie przez bramkę między 9, a 10 peronem. Po chwili, Remus zniknął
za ścianą, a po policzku matki Lupina, zaczęła spływać powolnie jedna łza.
~*~
- Emily, słońce, pamiętaj dobrze się uczyć i mów czasem
więcej, kochanie. Milcząc nie będziesz miała żadnego chłopaka!- rzekła Pani
Rose.
- Mamo!- krzyknęła Emily, a na jej twarzy zaczęły pojawiać
się rumieńce.
- No, co skarbeńku. Ja chce mieć wnuki!- powiedziała Pani
Rose i wystawiła jej język, przez co Emily nie mogła wytrzymać i zaczęła się
śmiać. I pomyśleć, że charakter odziedziczyła po matce. Emily, stała już na
zatłoczonym peronie 9 i ¾ , przy którym czekał na odjazd czerwony pociąg z
napisem na szyldzie „Ekspres Londyn-Hogwart”, który wyruszał stąd o godzinie
11:00. Duży, czarny zegar wiszący tuż obok peronu, wskazywał godzinę 10:30,
więc Emily miała jeszcze pół godziny na odnalezienie przyjaciół, zajęcia
przedziału i wyczekiwania dojazdu do wymarzonej szkoły. Nie zwlekając, na
pożegnanie pocałowała mamę w usta i ruszyła w tłum odszukać swe przyjaciółki,
Lily, Dorcas i Janny.
~*~
- Hihihihihihi. – jej głos było słychać na całym peronie,
ale ją to mało co obchodziło, najważniejsze, że On ją słyszał. Janny, która trzepotała rzęsami i odchylała
swoje długie blond włosy, śmiała się w niebo głosy z każdego wypowiedzianego
słowa przez jej towarzysza.
- Więc, jesteś Janny?- powiedział czarnowłosy chłopak o
czekoladowej karnacji. Przez jego t-shirt można było się domyśleć, że jest
bardzo dobrze zbudowany, bo rzeźba jego ciała ukazywała się na materiale.
- Tak, jestem Janny. A ty? Luke?- zapytała przygryzając przy
tym dolną wargę. Dorcas miała co do niej racje. Umiała kokietować i zrobić tak,
by każdy facet był na wyciągnięcie jej ręki. Umiała okręcić każdego, włoku
własnego palca, a facetów zmieniała co tydzień.
- Nie, ja jestem Dan- powiedział lekko zirytowany chłopak. Nie
mógł się nadziwić urodą dziewczyny. Miała długie, proste i pachnące różą,
włosy, brązowe oczy, w których każdy facet umiał się zatopić, a do tego duże
malinowe usta. Miała na sobie biały top, na ramiączkach o dużym dekoldzie,
przez co można było zobaczyć jej najlepszy atut czyli duży biust. Do tego była
zgrabna i szczupła, co robiło z niej
boginie seksu. Kiedyś chłopcy z Hufflepuffu, w Pokoju Wspólnym mówili o
najładniejszych dziewczynach w Hogwarcie. Wielu wtedy wymieniło właśnie ją,
Janny Sparks, która nie tylko okazała się najładniejszą dziewczyną, ale również
świetną kochanką w łóżku. Prawda była taka, że zaliczyła bardzo dużo chłopaków
i to nie tylko z jej domu. Więc, Dan nie był zaskoczony, czy zażenowany tym, że
myli jego imię. Jej chodzi tylko o dobry seks, a jemu w zupełności to wystarcza
żeby zrealizować jej chore wizje.
- No, wiem, wiem. Już nie bocz się tak na mnie.- i pokazała
mu język, przez co na jego buzi zagościł lekki uśmiech. Przybliżył swoje usta
do jej ucha i wdychając jej zapał, zaczął szeptać:
- Jak dojedziemy do Hogwartu, zapraszam cię do mnie do
pokoju. Hufflepuff, hasło to „pracowite-gargulce”, dormitorium na szóstym roku,
znajdziesz mnie po tablice z nazwiskiem. Dan Humfry. Do zobaczenia- po czym
złożył na jej ustach delikatny pocałunek.
~*~
- Lily!
- Dori!- przez tłum
ludzi przeciskały się dwie, roześmiane od ucha do ucha, dziewczyny. Kiedy w końcu dobiegły do siebie , od razu zaczęły się przytulać i złożyły na
każdym policzku, krótkiego całusa.
- Może mnie też powitasz z taką czułością, Evans?- obie dwie
dziewczyny odwróciły się do swojego rozmówcy, i zanim Dorcas otworzyła usta,
Lily ją wyprzedziła:
- Zapomnij, Potter. Nawet gdym musiała zajść w ciąże, a ty
byś był ostatnim plemnikiem na świecie, to nigdy, ale pod żadnym pozorem, nie
dałabym ci się zapłodnić.
- Auć. Uważaj, bo może kiedyś odwrócą się strony i to ty się
ze mną prześpisz, a później będziesz mieć, najprzystojniejsze dziecko na
świecie. Ale po co czekać. To co, Evans.
Umówisz się ze mną?- po wypowiedzeniu tych słów, na jego twarzy zagościł
huncwocki uśmiech. Wiele dziewczyn oddałoby życie, żeby to właśnie on się do
nich tak uśmiechnął. Wiele, ale nie Lily.
-Ech, Potter. Ciekawi mnie ile razy będę musiała ci
odpowiadać na to pytanie, aby w końcu to coś co masz pod czaszką, zrozumiało,
że NIGDY się z tobą nie umówię. A do tego, myślałam, że przez wakacje
zmądrzałeś, a ta gadka „umówisz się ze mną, Evans”, po prostu staje się nudna.
Bądź nowoczesny, Potter.- powiedziała i chciała go już wyminąć gdy nagle James
powiedział.
- No dobra. To jak, Evans. Chcesz bym został twoim
plemnikiem?- po czym wybuchnął głośnym śmiechem, przez co Lily zarumieniła się.
Bez słowa złapała Dorcas za nadgarstek, wzięła pod ramie walizki i pociągnęła
ją w stronę wejścia do pociągu.
Przed wejściem do pociągu, dziewczyny usłyszały wołanie Janny
i Emily.
- Och, ile ja miałam się wydzierać, byście w końcu nas
usłyszały?- powiedziała zdyszana Janny do Drocas i Lily.
- Mi też miło was widzieć. – zaśmiała się Dorcas i objęła
obie wykończone dziewczyny, po czym mocno je przytuliła i pocałowała każdą w
policzek.
- Dobra, chodźmy znaleźć wolny przedział.- powiedziała Lily
i stanęła na pierwszym schodku prowadzącym do wnętrza pociągu, gdy nagle ktoś
szarpnął jej kufer, który trzymała w dłoni.
- Pozwól Liluś, że cię wyręczę. To gdzie siadamy?-
powiedział James, a za nim zaśmiał się cicho Syriusz.
- Jakie my?! Chyba nic do ciebie nie dotarło! Nie ma żadnych
nas, i nigdy nie będzie.- krzyknęła Lily i z całych sił wyrwała swoją
walizkę z jego rąk.
- Jak mniemam, Złośnico to nie ty odpowiadasz za całą
resztę. Więc, jak Dorcas, Janny i Emily, chcecie z nami usiąść?- zapytał Łapa,
zwracając się w kierunku dziewczyn i czekając na ich odpowiedź. Dziewczyny niespokojnie się poruszały, tak
jakby anioł mówił im żeby posłuchały swojej przyjaciółki Lily, ale diabeł,
którym jest Syriusz, mówił im żeby z nimi usiadły. Wszystkie lubiły towarzystwo
Huncwotów, choć są wyjątki. Lily nie chce mieć przy sobie nadętego kretyna,
czyli Jamesa, Dorcas nie ma ochoty słuchać ile tym razem Łapa zaliczył
dziewczyn, Emily chciała raczej zostać niezauważona, ale również chce zwrócić
uwagę Lunatyka, a Janny uważa, że nie ma tam kogo podrywać, choć jak Ruda
nie daje szansy Rogaczowi, to może ona zacznie działać. Taka myśl przyszła
Janny do głowy, więc od razu złapała Jamesa za nadgarstek i krzyknęła:
- Chodźcie poszukać wolnego przedziału, bo będziemy stać na
korytarzu lub co gorsza, usiądziemy z ślizgonami!- i puściła oczko do
szokowanego Jamesa, który posłusznie szedł za Janny, aby znaleźć wolny
przedział. Lily z szeroko otwartymi oczami patrzyła na całą tą scenę i po chwili
rzekła:
- Tak, już widzę, że to będzie udany rok.
~*~
Jest świetny, wciąga ! Uzależniam się ;D Mam nowy narkotyk. Powiem ci jedno ! Pisz tak dalej ! Jest wspaniale. Masz talent !
OdpowiedzUsuń